Tytuł: Świt
Raiting: NC-17!!!
Dedykacja: Dla Jowity, na której prośbę(czytaj: żądanie) to napisałam.
Cóż... co na wstępie? Jeżeli kogoś zraża czytanie o yaoi(parringi męsko-męskie) to proszę nie wchodzić. A jeżeli to lubisz, nie razi Cię to, to zapraszam do czytania ;)
niedziela, 17 listopada 2013
poniedziałek, 28 października 2013
Amnezja (Draco x Harry)
Praca pisana na konkurs na fp na facebooku. I przy tym opowiadaniu wielkie podziękowania należą się Patrycji, dzięki której w ogóle zabrałam się za publikowanie Drarry. Dzięki :D
Przebaczenie (Draco x Harry)
Przebaczenie
Rating:
G
„Nie
wierzę sku*wysynom” To jedno zdanie tłukło mi się po głowie.
Usłyszałem je, kiedy mówiłem, że się zmieniłem.
Przyznaję,
nie byłem ideałem. Wojna dobiegła końca a Potter wreszcie pokonał
Czarnego Pana. Zaczęło się wyłapywanie jego popleczników.
Chciałem naprawić swój błąd. Naprawdę. Tylko nie dano mi
szansy. Nie dziwię się. Odwróciłem się od przyjaciół i
popełniłem wiele błędów. Dlaczego? Bo byłem głupi i
niedojrzały. Od dziecka wmawiano mi, że tylko władza i bogactwo
się liczą. To takie głupie tłumaczenie. Dziś jest Wigilia i
spędzam ją samotnie. To moje pierwsze samotne święta. W czasie
wojny był za duży zgiełk i chaos, nikt nie miał głowy do
świętowania. Jestem sam wśród zimnych i obcych mi ścian willi
podarowanej przez rodziców. Jedynie oni się ode mnie nie
odwrócili. Ale to żadne pocieszenie. Mimo, że opływałem w
luksusy od dziecka ojciec traktował mnie brutalnie. Siłą wpajał
mi wartości pieniądza i władzy. To właśnie dla tej władzy
sprzyjałem Sami-Wiecie-Komu. Ludzie mi zazdroszczą. Nie wiem,
czego. Ale wiem, czego potrzebuję. Drwa wesoło trzeszczą w
rozpalonym kominku. Są dokładnym przeciwieństwem mojego obecnego
nastroju. Już dawno przestało mnie obchodzić, co ludzie o mnie
myślą. Tylko na jednej osobie mi zależało. Na tym, którego
zdjęcie stoi na kominku. Jedyny uśmiech, który gości w tym domu.
To zdjęcie zrobiliśmy w lecie przed rozpoczęciem wojny. On ostatni
się ode mnie odwrócił. Do końca wierzył, że się otrząsnę.
Nie zrobiłem tego. Teraz ułożył sobie życie z kimś innym. A ja
zostałem sam. Szczerze, nikt nie przyszedł zobaczyć, co się ze
mną dzieje. Minęło 6 miesięcy od wyzwolenia. Teraz gniję wśród
przepychu i nic z tego nie mam. Codziennie wyczekuję na dzwonek do
drzwi, telefon, cokolwiek. Czekam na przebaczenie. Nigdy się nie
doczekałem. W Wigilię podobno dzieją się cuda. Nie wierzę w to.
Właśnie tutaj, w tych zimnych murach zacząłem rozmyślać nad
sensem całego świata. Doszedłem do wniosku, że powoli umieram.
Nie, dlatego, że męczy mnie jakaś śmiertelna choroba, nie.
Dlatego, że byłem takim ignorantem. Prześladują mnie Ci, których
skazałem na śmierć. Umieram z samotności, z powodu odrzucenia
przez ludzi. Powiedzieć byłoby można, ze wojna mnie zahartowała.
To nieprawda. Gdy tylko zamknę oczy widzę te twarze zastygłe w
wyrazie przerażenia. Widzę krew, słyszę krzyki. To doprowadza
mnie do szału. Kiedyś zauważyłem, że ludzie widząc mnie na
ulicy omijają moją osobę szerokim łukiem. Przestałem wychodzić
z domu, wziąłem skrzata od matki, żeby przynosił zakupy. To było
jedyne sensowne wyjście. Nie chcę pokazywać się na ulicy. Wiem,
że gdy spojrzę ludziom w oczy zobaczę tam tylko pogardę i litość.
Zawsze nienawidziłem, kiedy się nade mną litowano. To było
poniżające. Miałem władzę i układy z ludźmi na wysokich
stanowiskach w Ministerstwie. Jednak tego nie wykorzystałem. Nie
była mi potrzebna praca, w której wszyscy by mnie znienawidzili.
Potrzebowałem ludzi obok siebie. Samotność mnie zabijała. Ile
razy myślałem o samobójstwie. Lecz nigdy nie znalazłem dość
odwagi, by to zrobić. Nie wiem, co trzymało mnie na tym świecie.
Może właśnie ta jedna myśl, że ktoś kiedyś przyjdzie.
Przebaczy. Nie tłumaczyłem mojego zachowania niewiedzą. Miałem
pełną świadomość tego, co robię. Wojna zmieniła każdego.
Wszyscy stali się bardziej nerwowi, nieufni. Chociaż
Sami-Wiecie-Kto nie żyje, ludzie boją się nawrotu wojny. Wojna to
choroba, która wyniszcza każdego bez wyjątku. Byłem kanalią,
która zarażona tą epidemią przyspieszyła jej przebieg i pomagała
zbierać żniwo. Wydawałem ludzi, których znałem przez lata i tych
nieznajomych. Wszystkich bez wyjątku. Oni umierali z podniesioną
głową. A ja po tylu mordach nie chcę umierać. Jednak naprawdę
chciałem się zmienić, ale nie wiedziałem, co mam zrobić. Widok
zawodu i obrzydzenia w oczach przyjaciół, to coś, czego nie mogłem
wytrzymać. Teraz zdałem sobie sprawę, jaka przepaść dzieli mnie
od ludzi. Ironią losu jest to, że sam się wyniszczam. Przez
wspomnienia, czy mieszkanie w takim przepychu. Jednocześnie chcę
żyć i umierać. „Póty życia, póki nadziei”. Kiedy bałem się
pojmania po wojnie powiedział mi to Potter, zanim odszedł.
Trzymałem się tego jak tonący brzytwy. Sam nie wiedziałem, czemu.
Ale to się sprawdziło. Miałem nadzieję, miałem siłę żyć. Nie
miałem odwagi, by umierać. Wybiła północ. Dzień narodzenia
Pana. Narodzenia na nowo. Świetnie, mam już omamy słuchowe.
Przecież nikt nie będzie dzwonił do drzwi. Jednak, kiedy słyszę
dzwonek po raz kolejny idę otworzyć.
Za
drzwiami stał nie kto inny jak zbawca świata czarodziejskiego –
Harry Potter. Uśmiechnął się lekko, patrząc na mnie tymi oczami
kolory Avady. I, kiedy niewiele myśląc rzuciłem się mu na szyję,
powiedział to, co od tak dawna chciałem usłyszeć:
-Wybaczam
ci, Draco.
Cześć
Cześć!
Witam wszystkich. Mam nadzieję systematycznie coś wklejać, a przynajmniej się postaram;) Najpewniej będzie to niedziela. A teraz zostawiam Was z dwoma opowiadaniami, które już są skończone. I pamiętajcie, Wen jest kapryśny, więc proszę o komentarze :)
Witam wszystkich. Mam nadzieję systematycznie coś wklejać, a przynajmniej się postaram;) Najpewniej będzie to niedziela. A teraz zostawiam Was z dwoma opowiadaniami, które już są skończone. I pamiętajcie, Wen jest kapryśny, więc proszę o komentarze :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)