niedziela, 26 stycznia 2014

Inaczej cz. II

Druga część mojego Drarry. Nie wiem kiedy wstawię następną, ponieważ wen ostatnio robi sobie wakacje >.< Dziękuję za wszystkie komentarze i nie przedłużając - miłego czytania :3


-No, Draco. Ileż można sprowadzać więźniów do lochów? - warknęła Bellatrix.
-Przepraszam – wymamrotał, ze spuszczoną głową i stanął obok kominka. Co go podkusiło, żeby pocałować Pottera? Totalny idiotyzm. To pewnie, przez te ostatnie sny, których, swoją drogą, także nie powinien mieć. To na pewno przez te całe hormony. Przecież nie mógł czuć czegoś do Pottera. Z drugiej strony sam nie wiedział, czego się spodziewał po tym pocałunku. Że Harry rzuci mu się na szyję? Uratuje z tego piekła? Przecież to Harry-Pieprzony-Potter i on nigdy by mu nie pomógł. No chyba, że pod Imperiusem. A nie... chwila, na Wybrańca to i tak nie działa. A jednak czuł pewien niedosyt. Z przerażeniem uświadomił sobie, że chce...więcej. Tylko niby jak ma to zorganizować? Niewiele myśląc ruszył z powrotem w stronę lochów.
-A ty gdzie się wybierasz? - Usłyszał głos ciotki.
-A już po własnym domu nie można się poruszać? - wysyczał przez zęby. - Nie jesteś u siebie, Bella. - Odwrócił się na pięcie, zostawiając zszokowaną ciotkę w salonie. Zakładał, że rodzice byli nie mniej zaskoczeni.
Kiedy stanął przed drzwiami do lochów, chwilę się zawahał, ale zaraz je otworzył.
-Potter, chodź ze mną! - rozkazał.
Zauważył, że Potter wygląda na zdumionego, ale w tych zielonych oczach cień uśmiechu. Chłopak poniósł się z ziemi i Draco wyciągnął go za rękę, zatrzaskując drzwi za nimi. Popchnął Harry'ego na ścianę.
-Wiesz Malfoy, to już się robi nudne. Ciągle tylko... - jednak Draco nie dał mu skończyć. Przyciągnął go do siebie i zachłannie pocałował. Mimowolnie jęknął, kiedy poczuł miękkie wargi Gryfona pod swoimi. Wplótł rękę w jego włosy i przejechał językiem po jego wargach. Potter wreszcie się ocknął i z chęcią oddał pocałunek. Draco poczuł palce chłopaka pieszczące jego kark i bawiące się włosami. To było brutalne i lekko chaotyczne. Zdał sobie sprawę z tego, że chciał już tego od dawna. I kiedy wreszcie to dostał, nie mógł przestać. W końcu odsunęli się od siebie, żeby zaczerpnąć oddechu, jednak nadal stali blisko, tykając się czołami. Obaj oddychali ciężko, ale Draco widział ciepły uśmiech błąkający się na wargach Gryfona.
* * *
Harry patrzył z ciekawością na Malfoya. „Dobrze całuje” pomyślał zanim Ślizgon nie osunął się na kolana i nie ukrył twarzy w dłoniach.
-Kurwa – dobiegło uszu Harry'ego.
Ukucnął obok chłopaka i położył mu rękę na ramieniu.
-Draco, wszystko w porządku? - No chyba nie zrobił nic źle. W końcu to nie on zaczął. Draco podniósł głowę i spojrzał mu w oczy.
-Tak, tylko... nie sądzisz, że to trochę dziwne? - No tego się nie spodziewał. W sensie, że Ślizgon, który najpierw robi, a potem myśli. Dziwne, też coś. Prychnął lekko.
-Nie, nie sądzę. Tak po prawdzie, to myślę, że tak miało być już dawno – powiedział, chwytając twarz Draco w dłonie i całując go. Chłopak nie był mu dłużny. Jednak to było zupełnie inne od poprzedniego pocałunku. Ten był krótki, delikatny i...słodki. Tak przynajmniej Harry go zapamiętał.
-Dlaczego służysz Voldemortowi? - spytał go, bawiąc się jego palcami. Starał się złapać jego wzrok, ale Ślizgon nie chciał spojrzeć mu w oczy, kiedy odpowiadał.
-Bo on ich zabije. Zabije moich rodziców za to, że ja zdezerterowałem. Wiem co myślisz o moim ojcu. Może i jest ślepo zapatrzony w wizję Czarnego Pana, ale go kocham, mimo wszystko. - Harry uważnie przypatrzył się twarzy chłopaka. Draco nie kłamał. Widział szczerą troskę i niepokój wymalowaną na jego twarzy i aż bijącą z oczu. Zapewne na jego miejscu postąpiłby tak samo. Delikatnie pogładził kciukiem policzek Draco.
-Ucieknij z nami. Nie wiem jeszcze jak, ale coś wymyślę. To się może udać. Upozorujemy porwanie. Będziesz wolny, a on zapewne nic im nie zrobi.
-Przecież reszta się nie zgodzi – w głosie chłopaka pobrzmiewała wątpliwość.
-A kto powiedział, że będą wiedzieli, o co dokładnie chodzi? - odparł Gryfon z lekkim błyskiem w oku i złośliwym uśmieszkiem.
-I dlaczego ty nie jesteś w Slytherinie?
Harry tylko uśmiechnął się i pomógł raco się podnieść.
-To teraz mnie tam wepchnij i idź po Hermionę i różdżki. Powinienem coś do tego czasu wymyślić.
* * *
-Trzymaj te łapy przy sobie Malfoy! – usłyszeli wrzask Harry'ego.
-Bo co, Potter? Masz z tym jakiś problem?
-Tak, bo dotykają mnie te twoje arystokratyczne łapska!
-Wiesz, niektórzy wręcz jęczeli, kiedy je czuli.
-Zboczeniec... - Po tych słowach wylądował z cichym jękiem i usłyszał trzask zamykanych drzwi.
-Harry, nic ci się nie stało? - Usłyszał.
-Nie, jestem cały i zdrowy. Zapalcie światło. - Coś pstryknęło i pod sufitem pojawiły się kule białego światła.
-Czego chciał od ciebie Malfoy?!
-Spokojnie, Ron. On tylko narzekał na Chłopca-Który-Przeżył. Jakby nie miał nic ciekawszego do roboty. Ale mam plan, jak nas stąd wyciągnąć. - Wszyscy pochylili się nad Harrym. Chłopak z konsternacją popatrzył na starca, który uklęknął przy nim. - Pan Olivander?
-Tak, mój chłopcze. Liczę na to, że nas stąd uwolnisz.
-Do tego zmierzam. - Z kieszeni wyciągnął kawałek lusterka od Syriusza. Wiedział, że w wakacje nie wydawało mu się, że ktoś na niego patrzy. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że to zadziała. - Pomóż nam, proszę. - Odłożył przedmiot na ziemię i zwrócił się do pozostałych. - Plan jest taki. Mam nadzieję, że Malfoy znów tutaj przyjdzie. Wtedy weźmiemy go, jako zakładnika. Przy takim obrocie sprawy Lucjusz nie powinien nam nic zrobić. Aczkolwiek nie ręczę za Voldemorta. Uciekniemy stąd i gdzieś dobrze ukryjemy, przynajmniej na kilka dni.
Kiedy tylko skończył mówić w lochu rozległo się ciche pyknięcie i pojawił się Skrzat Domowy.
-Zgredek? - spytał zdziwiony Potter.
-Pan wzywał Zgredka. - zapiszczał Skrzat.
-Ja cię wcale nie... A zresztą nieważne, przynajmniej na ten moment. Dasz radę zabrać stąd cztery osoby?
-Oczywiście, Harry Potter sir.
-Więc zabierz tąd Lunę, pana Olivandera, Deana i Gryfka do...
-Domu Billa i Fleur „Muszelka” - wtrącił Ron.
-Tak, poradzisz sobie?
-Oczywiście. Zgredek zaraz będzie z powrotem.
Pyknęło i w pomieszczeniu została tylko dwójka Gryfonów.
* * *
Draco wpadł do salonu i zgarnął leżące na stoliku różdżki.
-Ciociu, nie chcesz dla odmiany pomęczyć zdrajcy krwi? - zapytał ostrożnie. Przy tej wariatce człowiek nigdy nie wiedział kiedy wybuchnie.
Bellatrix podniosła głowę znad swojej ofiary.
-Draco, to jest wspaniały pomysł. Ona już przestałą krzyczeć. - Spojrzała na dziewczynę, jak na zepsutą zabawkę. Podniosła Hermionę i rzuciła jak szmacianą lalkę w stronę Draco. Chłopak odruchowo ją złapał. – Ładny refleks – zadrwiła Bellatrix. On tylko skinął głową i ruszył w stronę lochów. Żeby tylko Potter miał jakiś plan.
* * *
-Ron, jest tutaj coś ostrego? - spytał Harry. Rudzielec podał mu ostry, zardzewiały gwóźdź.
-To się nada?
-Idealnie, a teraz wstań i ustaw się obok drzwi.
-Zgasić światło?
-Nie trzeba, możesz zostawić.
Na schodach rozległy się ciche kroki.
-Odsunąć się od drzwi! - zawołał Draco.
-Harry Potter, sir. - rozległ się równocześnie głos Zgredka.
-Zgredku, teraz schowaj się i siedź cicho.
* * *
Draco otworzył drzwi do lochu i wszedł do środka, niosąc Hermionę na rękach. W tym samym momencie poczuł coś ostrego na krtani i usłyszał szept:
-Nie próbuj walczyć Malfoy, bo wykrwawisz się tutaj w samotności.
Ron delikatnie wziął dziewczynę z rąk Malfoya.
-Harry, co ty, na Merlina, wyprawiasz? - wyszeptał do ucha chłopaka.
-Ratuję ci tyłek, Draco – odszepnął, a już głośniej dodał – Zgredku, proszę cię, zabierz stąd Rona i Hermionę. Tylko proszę, wróć szybko.
Skrzat zasalutował i już go nie było.
-Draco, wyciągnij rękę – poprosił Harry. Chłopak bezzwłocznie wykonał prośbę. - Przepraszam.
-Ale za co? - Nie zrozumiał Ślizgon.
-Za to – odparł i przejechał gwoździem po jego nadgarstku, rozcinając go. Draco lekko syknął.
-Nie mamy dużo czasu. Wykap trochę na podłogę – instruował, a sam wyrył na podłodze „Z pozdrowieniami dla Voldemorta”
-Harry Potter, sir.
-Już Zgredku. - Przyciągnął do siebie młodszego Malfoya i chwycił Skrzata.
* * *
Chwilę później wylądowali nad morzem.
-Zgredku, jesteś wielki.
-Zawsze do usług. - Skrzat ukłonił się, zamiatając uszami ziemię i zniknął.
Harry rozejrzał się dookoła. Znajdowali się na półwyspie. Wokół roztaczało się czyste morze, a niedaleko stał mały domek. Gryfon obrócił się w stronę swojego towarzysza z szerokim uśmiechem na twarzy i zobaczył...wycelowaną w siebie różdżkę. Popatrzył z przestrachem na chłopaka.
-Ja myślałem, że ty naprawdę chcesz się stamtąd wyrwać, serio, i...
Ku jego ogromnemu zaskoczeniu Draco zaczął się śmiać. Po raz pierwszy widział szczerze śmiejącego się Ślizgona.
-Co?
-Żałuj, że nie widziałeś swojej miny... - wykrztusił Draco, kiedy skończył się śmiać. Harry nadal patrzył na niego, nie do końca wiedząc co się właśnie dzieje. - To jest twoja różdżka, Gryfiaku. - Podał mu jego własność. - A te są Wiewióra i Granger. - Rzucił mu kolejne dwie.
Harry spojrzał na niego z wdzięcznością.
-Dzieki – powiedział, spontanicznie przytulając Ślizgona. - Nie sądziłem, że uda ci się je odzyskać.
-Trochę wiary.
-Dobrze, dobrze. – Popatrzył na prawe ramię Draco. - Podaj mi rękę.
-Żebyś znów mnie ciął?
-Nie, chcę to wyleczyć. - Chwycił jego rękę i przesuwając różdżką po ranie, wymamrotał:
-Renervete. - Rana zaczęła się zasklepiać, aż została po niej tylko ledwo widoczna blizna.
-Dziękuję.
-Draco, ty podziękowałeś? - Harry spojrzał zdziwiony na chłopaka, który dumnie uniósł głowę.
-Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, Po...Harry.
Harry zauważył zbliżającą się do nich Fleur.
-'Arry! - Zawołała, zamykając go w uścisku i całując kilka razy w policzki. - Dlaczego stoicie na zewnątrz. Wy powinni wejść do środka.
-Już idziemy, Fleur.
-A kim jest twój przyjaciel?
Harry popatrzył na chłopaka. Czy mógł go już nazwać przyjacielem? Chłopakiem? Ten dzień jest mega dziwny, Merlinie!
-To Draco Malfoy.
-Witam – ukłonił się lekko, całując wierzch ręki kobiety. Ta posłała mu piękny uśmiech, na widok którego wielu zemdlałoby na miejscu. Jednak nie Draco.
-Zapraszam do środka.
Weszła za drzwi, nie patrząc, czy faktycznie jej posłuchali.
-Czy ona nie brała udziału w Turnieju Trójmagicznym?
-Tak – odparł Harry. - A teraz spróbuj się nie ślinić na jej widok i idziemy.
-Czyżbyś był zazdrosny? - Potter zauważył na twarzy Malfoya złośliwy uśmieszek.
-Chciałbyś – żachnął się.
-Spokojna głowa, Harry. Kobiety na mnie nie działają.
Harry momentalnie się odprężył. Godryku, co się z nim działo? Dlaczego ten Ślizgon tak na niego działa?

-Oddaj różdżkę – wyciągnął rękę w stronę blondyna. Ślizgon oddał ją z lekkim ociąganiem i ruszyli w stronę wejścia.

sobota, 11 stycznia 2014

Inaczej cz. I

Więc tak, wstawiam tutaj pierwsze dłuższe opowiadanie. Drarry, no bo jak. Od czegoś trzeba zacząć. Wiem, że tych dialogów nie było w książce i jest to totalne zaprzeczenie, ale zwalcie to na karb kapryśnego wena i potrzeby jakiegokolwiek yaoi xD Więc bez większych wywodów, miłego czytania :3



 Harry obudził się zlany potem. Rozejrzał się wokół, żeby z ulgą przekonać się o tym, że nadal znajduje się w ich namiocie. O dziwo, tym razem nie była to wina Voldemorta. Tylko dlaczego, na Merlina śnił mu się Malfoy?!
* * *
-Potter – warknął Draco, kiedy się obudził. Myślał, że jeśli go nie widzi to wreszcie się od niego uwolni. Widać los go nienawidził. Zrezygnowany opadł z powrotem na poduszki i usiłował zasnąć.

*Trzy miesiące później*

-Idźcie po Dracona – usłyszał głos ciotki. Tak jakby nie wystarczyło zawołać. Zresztą, jej wrzaski słychać w całym Malfoy Manor. Westchnął i podniósł się z kanapy. Wolnym krokiem wyszedł za drzwi i skierował się w stronę salonu. Jednak to, co tam zastał z lekka przekraczało jego zdolności pojmowania. Granger z Weasley'em i jednym Gryfonem(jak mu tam było?) stoli, oczywiście związani, obok kominka. Zawsze wiedział, że są idiotami, ale żeby dać się złapać? Ale to jeszcze było nic. Tuż u ich nóg siedział goblin. GOBLIN! No skąd goblin w...Nawet nie chciał pytać. Jednak to nie było wszystko. Kiedy skierował swój wzrok na ciotkę zobaczył, że trzyma za włosy jakiegoś chłopaka i odchyla jego głowę do tyłu.
-Draco, podejdź tutaj! - rozkazała. - Przyjrzyj się mu uważnie i powiedz, czy to jest Potter.
Nie no, ona do reszty zgłupiała. Przecież Wybraniec nie byłby na tyle głupi, żeby dać się złapać. Prawda? Jednak podszedł bliżej. Spróbowałby nie posłuchać, a już zwijałby się z bólu pod wpływem Cruciatusa, a kochany ojczulek, ani palcem by nie kiwnął. Chociaż drugi chłopak cały czas odwracał wzrok Malfoy zdążył przez sekundę zajrzeć mu w oczy. Mimo całej zapuchniętej twarzy, tych wściekle zielonych oczu kolory Avady nie można pomylić z innymi. Sam wiedział o tym najlepiej. A poza tym tak potarganych, czarnych włosów nie miał nikt, kogo by znał.
-Nie jestem pewny – powiedział z wahaniem. - Co mu się stało w twarz?
-To pewnie zaklęcie żądlące. No już, przyjrzyj mu się dokładnie! Nie możemy wezwać Czarnego Pana dopóki nie będziemy w stu procentach pewni, że to on. Spójrz na jego czoło!
Draco już wcześniej to zauważył. Lekko zniekształcona, ale jednak tam była – blizna w kształcie błyskawicy.
-Nic nie widzę – wymamrotał.
Harry wreszcie podniósł oczy na dłużej, niż pół sekundy.
* * *
Nie wierzył w to, co właśnie usłyszał. Przecież Malfoy musiał to widzieć. Nie było mowy o tym, żeby go nie rozpoznał. Z zaskoczenia zapomniał o tym, żeby nie patrzeć Malfoyowi w oczy. I to był błąd. Nie do końca zadawał sobie sprawę z czego to wynikało, ale Ślizgon wpatrywał się w niego z mieszaniną przerażenia i fascynacji. Harry momentalnie przypomniał sobie swoje ostatnie sny i spuścił głowę. Już i tak stanowczo za długo patrzył w te stalowoszare tęczówki. A chłopak, o dziwo, nie odwrócił wzroku.
-Draco, zaprowadź ich na dół. Dziewczynę zostaw. Ja się nią zajmę. - W oczach Bellatrix można było zauważyć czyste szaleństwo. Lekko popychany przez Malfoya dotarł do drzwi prowadzących do lochów. Tuż przed nimi stało się coś, czego nigdy w życiu by się nie spodziewał. Draco (Czemu tak o nim pomyślał?!) odwiązał go od reszty i zostawił przed wejściem, wprowadzając resztę do środka. Krzyki dobiegające z góry sprawiły, że przeszyły go dreszcze. Zza zamkniętych drzwi rozległy się krzyki Rona. Harry popatrzył w górę ginących w mroku schodów. Miał wielką ochotę pobiec tam, ale zdawał sobie sprawę z tego, że w tych więzach byłby bezsilny. Do tego zabrali mu różdżkę. Drzwi za jego plecami otworzyły się.
* * *
Draco, po odprowadzeniu więźniów skierował się z powrotem do wyjścia. Ciągłe zadawał sobie pytanie po co zostawił Harry'ego przed drzwiami. To był impuls, a teraz musi z tego jakoś wybrnąć.
-Potter – wycedził przez zęby.
-O, nagle mnie poznałeś? - Patrzył mu butnie w oczy. - Co chciałeś osiągnąć, ratując mnie? Co ci, do diabła, odstrzeliło?!
-Taka wdzięczność ludzka... - Zawsze miał skłonności melodramatyczne i to wykorzystał. - Ratujesz takiemu życie...
-Dałeś mi co najwyżej kilka minut.
-...i chcesz mu pomóc...
-Jasne, już ci wierzę.
-...i tak ci się odwdzięcza.
-Dobra, koniec gry. Jaki miałeś w tym interes, Malfoy?
Popatrzył ze zdziwieniem na chłopaka.
-Interes?
-No proszę cię. Przez sześć lat gnębiłeś mnie i moich przyjaciół w szkole. Nie przepuszczałeś żadnej okazji, żeby mi dopiec. I teraz myślisz, że...
-Potter – warknął – czy ty zawsze musisz wszystko utrudniać? - Już wiedział po co zostawił tutaj Gryfona. Chociaż zrobił to intuicyjnie.
-Ja utrudniam?
-Tak, ty. Nigdy ci się twarz nie zamyka. Wielki Wybraniec. Niech wszyscy słuchają Harry'ego Pottera, Złotego Chłopca Gryffindoru, Baranka Jasnej Strony i Orędownika Światła. Pieprzenia. Już po pierwszej klasie błyszczałeś. I tylko czyhałeś, żeby mnie na czymś przyłapać. I to ja mam interes żeby cię wypuścić? Prosssssz. A poza tym, kto powiedział, że cie wypuszczam?
-To po cholerę mnie tutaj trzymasz? Żebym słuchał twoich żalów, że byłem sławny w szkole? Wierz mi, że wolałbym prowadzić normalne, uczniowskie życie, niż co roku nadstawiać karku za potężniejszych ode mnie czarodziejów. Myślisz, że to wszystko mi odpowiadało?
* * *
-Przeszłości i przeznaczenia nie zmienisz.
Harry oniemiał, wpatrując się w Malfoya w osłupieniu.
-Co jest Potter?
-Nic, poraziło mnie to, jakie mądre zdanie powstało w twojej tępej głowie.
Po wyrazie oczu Ślizgona Harry wiedział, że przesadził. Chłopak przygwoździł go do ściany, przyłożył różdżkę do gardła i przez zaciśnięte zęby wycedził:
-Daj mi tylko pretekst...
-I co zrobisz? - Wyraźnie czuł koniec różdżki na swojej krtani. - Kochana cioteczka nauczyła cię paru zaklęć?
Tak, na stanowczo za dużo sobie pozwolił.
* * *
Dla Dracona tego było za wiele.
-Cruc... - Przerwał zaklęcie w połowie. Zapomniał o najważniejszej zasadzie, jakiej nauczyła go matka. Nigdy nie patrz ofierze w oczy. Właśnie ją złamał i odczuł tego skutki. Kiedy spojrzał w oczy Pottera zobaczył w nich taki sam strach i ból, jaki czuł, kiedy Czarny Pan go torturował. Upuścił różdżkę na podłogę i oparł się czołem o ścianę. Nie obchodziło go, że to znów Potter widzi go w jednym z jego rzadkich momentów słabości. Nie rejestrował nawet, co Złoty Chłopiec do niego mówi. Przed przymkniętymi powiekami migały mu obrazy z ostatniego półtora roku. Naszyjnik, Pokój Życzeń, Harry, błyszczące czerwienią oczy Voldemorta, Harry, ciało, Dumbledora, Harry, powrót do szkoły, Harry, Harry, Harry Potter, przeklęty Potter, który nie chce wyjść z jego myśli. Dręczy go jego obraz, a może jego brak...
-DRACO!
Chłopak odepchnął się od ściany i stanął prosto. Z lekką konsternacją zauważył, że Harry stoi przed nim...rozwiązany.
-Wszystko w porządku? - zapytał Gryfon, kładąc mu rękę na ramieniu.
-Tak – Odepchnął ją. - czemu miałoby nie być?
-Hmmm, pomyślmy. Mamrotałeś coś o jakimś naszyjniku, Dumbledorze – Przy tym imieniu po jego twarzy przebiegł ledwo dostrzegalny cień. - i o mnie.
-Ja, ja to mówiłem na głos?! - zawołał, lekko przerażony.
-No, tak.
-Na Merlina – jęknął.
-Serio jestem przeklęty?
* * *
Harry zauważył nikły cień na twarzy Draco.
-Nie wiem. Ja już nic nie wiem!
-Nie powinieneś wracać? Zaczną się o ciebie martwić.
Draco roześmiał się sztucznie.
-Martwić? O mnie? Ty nic nie rozumiesz. Po co ja cię tutaj w ogóle przyprowadziłem?
-Może potrzebowałeś się komuś wygadać.
-Pieprz się, Potter.
-Kiedy tylko chcesz, Draco.
-Co?! Gwałtownie odwrócił się w stronę Harry'ego.
-Nic, chciałem rozładować sytuację. Ochłoń trochę.
-Ty powiedziałeś do mnie po imieniu?
Harry popatrzył ze zdziwieniem na Ślizgona.
-Nie pierwszy raz dzisiaj. Tylko wcześniej nie słuchałeś. - Nagle roześmiał się.
-I co cię tak bawi? Jeżeli się nie mylę, to w najlepszej sytuacji nie jesteś.
-To, że... - wykrztusił. - nie zwróciłeś uwagi na pierwszą część zdania.
-Pierwszą część...
Harry zauważył, że do Malfoya dotarło to, co wcześniej powiedział. Popatrzył na niego z dziwnym wyrazem twarzy. Harry odruchowo zasłonił się rękami.
-Tylko czymś we mnie nie miotnij.
-Nie mówiłeś serio, nie?
-Oczywiście, że nie. Chciałem tylko rozładować napięcie. Myślałeś, że ja to...
Popatrzył na twarz Draco, która chyba po raz pierwszy nie wyrażała nienawiści i pogardy, a żal i...tęsknotę?
-Nieważne – mruknął.
-Jak się rozwiązałeś?
-Zostawiłeś to na podłodze. - Wyciągnął w jego stronę rękę, w której trzymał różdżkę chłopaka.
* * *
Draco popatrzył na wyciągniętą dłoń chłopaka i ostrożnie sięgnął po swoją własność. Starał się zrobić to tak, żeby nie dotknąć chłopaka, bo nie wiedział, czym mogłoby to skutkować. I tak, żeby tamten nie zauważył.
-Ja nie gryzę, możesz mnie dotknąć, serio.
Draco chwycił swoją różdżkę, jednak sekundę potem poczuł na swoim przegubie czyjś dotyk.
-I co? Boli?
Spojrzał zdziwiony na rozbawioną twarz chłopaka. Widać było, że świetnie się bawi.
-Puść mnie!
-Jak wyjaśnisz, dlaczego tak się boisz.
-Ja się nie boję.
-Udowodnij to!
Podniósł głowę, ale nie zobaczył w tych zielonych tęczówkach, ani jednej iskierki rozbawienia. Potter mówił całkiem poważnie i czekał na odpowiedź.
-Nieważne – mruknął, wyszarpując rękę z uścisku chłopaka.
-No weź! Ja serio nie gryzę.
-A właśnie, że gryziesz, kąsasz. Ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak działasz na ludzi? Widzisz co się wokół ciebie dzieje? Jak wszyscy na ciebie reagują? To nie było, nie jest i nie będzie normalne! - Uderzył pięścią o ścianę i powoli osunął się na kolana. - Ty nic nie rozumiesz... - Gryfon osunął się na podłogę obok niego.
-To mi wytłumacz.
Pokręcił głową i opierając się o ścianę, schował ją między kolana. Na ramieniu poczuł dotyk Harry'ego, ale nie zareagował.
-Draco, ileż można sprowadzać więźniów na dół?! - Z góry dobiegł wrzask Bellatrix.
-Już idę! - odkrzyknął.
Podniósł się z podłogi, otrzepał spodnie z kurzu i wreszcie spojrzał na chłopaka. W jego oczach można było dostrzec autentyczną troskę.
-Dobra, Potter. Wejdź tam i jakby kto pytał, to zostawiłem cię związanego.
-Ty nie jesteś taki zły, jak próbujesz udowodnić. - Na to stwierdzenia Ślizgon zamarł. Może i było w tym troche racji, ale skąd, na Salazara, ten Gryfiak mógł to wiedzieć?
-Nic o mnie nie wiesz.
-Ale chcę się dowiedzieć. Tylko daj mi szansę.
* * *
To, co potem nastąpiło, wprawiło go w osłupienie. Draco popchnął go za drzwi lochu i stanął naprzeciwko. Harry usłyszał, jak Malfoy mamrocze:
-Jesteś idiotą, Potter.
Gryfon zrezygnowany przymknął oczy. Naprawdę chciał zrozumieć tego chłopaka. Właśnie wtedy poczuł na swoich ustach delikatne muśnięcie, a później drzwi się zatrzasnęły i wszystko spowiła ciemność. Harry rozejrzał się po pomieszczeniu, z lewej strony usłyszał czyjeś szepty, coś pstryknęło i pod sufitem rozbłysły kule światła.
-Harry, nic ci nie jest? - Obok rozległ się głos, którego dawno nie słyszał, ale doskonale znał – Luna Lovegood.
-Stary, napędziłeś nam strach. Ron drze się cały czas za Hermioną, a ty...
-Zamknijcie się na chwilę! Chcę pomyśleć...

Dobra, nie był miły, ale to było co najmniej dziwne. Pierwsze dowiaduje się, że ma cudowne życie, którego wszyscy mu zazdroszczą, potem, że nie zauważa jak ludzie na niego reagują. A jak reagują?! Następnie Malfoy, ten Malfoy. Zadufany w sobie arystokrata pokazuje prawdziwe uczucia, o które go nigdy nie podejrzewał. I najważniejsze. Draco miał teraz bardzo dogodne warunki do okaleczenia go, albo wręcz zabicia. Jednak nie zrobił tego, ale puścił go wolno. Nie, stop. Jest jeszcze jedna sprawa, która zyskuje miano priorytetu. Draco go POCAŁOWAŁ, bo, że był to ten blond włosy Ślizgon wiedział z całą pewnością. W końcu nikogo innego tam nie było. Poza tym, to MUSIAŁ być on.

czwartek, 2 stycznia 2014

Krótko...

Wiem, dawno, bardzo dawno nic nie wstawiałam, ale moim postanowieniem noworocznym jest wreszcie przyłożyć się do regularnych postów. Trzymajcie za mnie kciuki, jeśli ktoś to w ogóle czyta :D
Więc tak. Dedykacja w tym opowiadaniu jest rozbita na kilka części.
Po pierwsze dla Shaggy'ego w podziękowaniu za pierwszy komentarz ;3 Jestem bardzo wdzięczna, ponieważ każde słowo podnosi na duchu i napędza do pisania ^_^
Następnie dla mojego kuzyna, który przez te święta bardzo podniósł mnie na duchu i pomógł jakoś przetrwać. Dzięki wielkie, kocham Cię ;*
Dla Kingi, która pierwsza przeczytała to opowiadanie i przekonała mnie, że jednak coś w nim jest. To wiele dla mnie znaczy, więc wielkie, wielkie dzięki ^-^
Dla Oliwii, Moniki, Natalii, Justyny, Mateusza i Wiktora, z którymi spędziłam wspaniałego Sylwestra i jestem pewna, że szybko tego nie zapomnę. Dziękuję ;3
I ostatnie, dla wszystkich tych, którzy uważają, że ignorując mnie, sprawią, że przyjdę do nich na kolanach i nadal będę spełniać każdą prośbę. Tak, nadal kocham yaoi i kocham to pisać i nie zamierzam przestać.
Dłużej nie przynudzam. Życzę Wam wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku i niech się Wam wszelkie życzenia spełnią ;3 Miłego czytania.