środa, 9 lipca 2014

Podróż do przeszłości (Albus x Severus)

Rating: nc 17



Severus Snape stał w jednej z nieużywanych klas i przygotowywał eliksir. Błagał Merlina, żeby udało mu się jak najszybciej skończyć. W końcu było już grubo po północy a on NIE łamał zasad. W końcu nie jest tym cholernym Potterem, prawda? No właśnie. A teraz jeszcze 10 kropel smoczej krwi i... sekundę później wszystko wybuchło. Kiedy dym opadł w sali nie było nikogo.
-Uch... - Severus poczuł jak powietrze ucieka mu z płuc, kiedy z całej siły uderzył o ziemię. Powoli pokręcił głową na wszystkie strony, żeby rozeznać się w sytuacji. Cholera. Wylądował w czyimś ogrodzie. I w ogóle to skąd on się tu u licha wziął? Czyżby pomylił coś w eliksirze? Karygodne. Tylko gdzie on jest? Nagle nieopodal usłyszał tupot stóp, a chwilę później zobaczył dwie pary oczu. Jedne czekoladowe z wesołymi ognikami, a drugie błękitne, które oceniały jego stan zza okularów połówek. Zaraz. Takie oczy miał Dumbledore, prawda? Matko, zaczyna majaczyć.
- Możesz się podnieść? - Usłyszał. Skinął lekko głową i z grymasem na twarzy uniósł się do pozycji siedzącej asekurowany przez dwóch osobników. Wreszcie mógł zobaczyć ich w całości, gdyż pozycja leżąc nieco mu to uniemożliwiała. Przesunął po nich wzrokiem i momentalnie się zarumienił. Przed nim stała dwójka, cóż nie owijając w bawełnę, zarąbistych facetów. I jeżeli do tej pory miał jakieś wątpliwości co do swojej orientacji to właśnie bezpowrotnie odeszły. Ten z oczami identycznymi jak jego dyrektor trzymał mu dłoń na ramieniu, żeby nie upadł do tylu. Długie, kasztanowe włosy miał związane w luźny kucyk i uśmiechał się ciepło. Zza lekko odchylonego kołnierza koszuli wystawał obojczyk i smukła szyja. Serce Severusa momentalnie przyspieszyło, widząc tą bladą skórę.
- Skąd się tu wziąłeś? - Dopiero to pytanie, które padło z ust drugiego chłopaka go otrzeźwiło. Przeniósł swój wzrok na brązowookiego. Temu też nie można było nic zarzucić, jednak miał w sobie coś niepokojącego, czego Sev nie potrafił do końca zdefiniować. Włosy miał spięte podobnie jak jego kompan, jednak ubrany był w szatę.
- Ja nie... bo to... i eliksir... - Widać było, że ślizgon jest jeszcze zbyt oszołomiony, ponieważ nie mógł sklecić jednego zdania.
- Gellercie, daj mu odpocząć – Na dźwięk jego głosu Severus poczuł jak krew znów uderza mu do policzków i niewiele brakuje, żeby znalazła się poniżej pasa.
- Jestem Albus – Wyciągnął rękę w jego stronę. Sev uścisnął ją lekko i jak najszybciej puścił. - Zabieramy cię do domu. Może po herbacie trochę ochłoniesz.
Severus wstał i ruszył za swoimi „wybawcami”. Obaj żywo o czymś dyskutowali pochyleni w swoją stronę. „Ciekawe, czy są razem? Szkoda by... Severusie o czym ty myślisz?” Chłopak bił się z myślami całą drogę przez rozległy ogród.
W domu posadzono go w kuchni ze szklanką herbaty. Kiedy ją pił Albus wykłócał się z kimś w pokoju obok, a chłopak, którego ten nazwał Gellertem siedział naprzeciwko Sev'a. Czyli reasumując wszystkie dotychczasowe wydarzenia przeniósł się do przeszłości. Do młodości Dumbledora. Albus musiał już skończyć szkołę, a jego kolega to... Zaraz, zaraz Gellert. Grindenwald! Sev rozszerzonymi oczami popatrzył na chłopaka. Przecież Dumbledore go pokonał. A tutaj wyglądają na bardzo zżytych. O co tu chodzi? I to, że pociąga go Albus. Jego rozmyślania przerwało wejście obiektu jego rozmyslań.
- No, Aberforth pojedzie z Ariadną na wakacje. Mamy wolny dom. Teraz możemy się tobą zająć.
„Czy tylko w moich uszach zabrzmiało to perwersyjnie?” pomyślał Sev. Brunet uśmiechnął się do niego i usiadł obok wywołując ponowny rumieniec na twarzy ślizgona.
- Ja warzyłem eliksir i chyba coś pomyliłem w składnikach. Wszystko wybuchło a ja wylądowałem tutaj.
- Nigdy nie widziałem cię w szkole – powiedział Albus. Przejechał palcem po emblemacie Slytherinu na jego piersi. Sev mimowolnie zadrżał pod jego dotykiem. - W której klasie jesteś?
- W-w szóstej.
- Niemożliwe. Nie mógłbym zapomnieć takiej twarzy. - Snape gwałtownie spuścił głowę dziękując Merlinowi, że oprócz zwykłych ubrań ma na sobie szatę. Bo inaczej mogłoby się to źle skończyć. Albus właśnie z nim flirtuje!
- B-bo ja jestem z przyszłości.
Obaj gwałtownie wciągnęli powietrze. Sev zauważył, że Gellertowi zaświeciły się oczy.
- I co się z nami stało? - zapytał podekscytowany.
- No Albus jes...
- Nie mów! - wykrzyknął Dumbledore.
Ślizgon popatrzył na niego zdumiony.
- Nie powinniśmy wiedzieć. To tylko zaszkodzi Gellercie.
- Albusie, nie chcesz wiedzieć czy osiągnęliśmy cele?
- Wszystko musi się toczyć swoim torem. Nie można w to ingerować.
- Zawsze musisz mieć rację?
- Wiesz, że to nieprawda, Gellercie.
Gellert wstał gwałtownie od stołu, obrócił się i wybiegł z domu. Sec popatrzył za nim zdumiony. Albus położył mi rękę na policzku i lekko pogłaskał.
- Nie przejmuj się nim. Przejdzie mu.
Skinął lekko głową. Zastanawiał się czemu ten człowiek jest taki seksowny. Ale jeszcze bardziej zadziwiające było to, że ciągle posyłał mu ciepłe uśmiechy i dotykał to dłoni to ramienia za każdym razem zostawiając po sobie mrowienie na ciele chłopaka.
- Mówiłeś, że ważyłeś eliksir. Jesteś w tym dobry?
- Tak, podejrzewam, że tam. Mam dobre oceny w szkole i to moja pasja. - Ostatnia część zdania powiedział znacznie ciszej. Nie wiedział, czy to zainteresuje Albusa. Młodzieniec roześmiał się.
- Jesteś uroczy. To przetestujemy tą twoją zdolność. Chodź, pomożesz mi uwarzyć parę rzeczy.
Zaprowadził go do zaciemnionego pokoju, w którym unosiły się opary znad kilku kociołków stojących w rzędzie.
- Zajmij się tamtym – wskazał mu kociołek w najbardziej zaciemnionym kącie. - Jest na czwartym etapie ważenia. Dokończ go według instrukcji, które leżą obok.
Severus przeczytał kartkę i zabrał się do pracy. Nie było to znów takie trudne. Kiedy pozostało już tylko czekać, aż dogotuje się przez 10 minut poszukał wzrokiem Albusa. Brunet pochylał się nad jednym z kociołków. Kilka kosmyków wysunęło się zza wstążki i opadało na ramiona. Kilka kropel potu spłynęło z jego czoła. Ręce sprawnie mieszały miksturę, a wzrok skupiony był tylko na aktualnie wykonywanej pracy. Wyglądał pięknie. Widocznie musiał wyczuć, że ktoś go obserwuje, bo podniósł wzrok. Popatrzył się na Sev'a takim wzrokiem, że ślizgona przeszły ciarki i cicho jęknął. Albus popatrzył na zegar.
- Jest już strasznie późno. Zasiedzieliśmy się przy tym. Chodź, pokażę ci twoją sypialnię. - Odwrócił się i wyszedł nie patrząc nawet, czy gość za nim idzie.
Albus gestem zaprosił gościa do środka jednego z pokoi.
- Na łóżku zostawiłem ci ręcznik i coś na zmianę. Wołaj, jakbyś czegoś potrzebował.
Musnął ręką policzek chłopaka i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Kiedy tylko te się zamknęły Sev opadł z jękiem na kolana. Ten człowiek go prowokował. Czego innego można się spodziewać po szesnastolatku? Sam jego głos był podniecający, nie mówiąc już o zachowaniu. Dziękował Merlinowi za to, że miał na sobie szaty, bo inaczej Albus na pewno zobaczyłby, że chłopak jest podniecony. Odrzucił szatę szkolną na łóżko i z westchnieniem ulgi ściągnął spodnie. Włożył rękę w bokserki i mocno ścisnął swoją, już i tak twardą męskość. Zaczął poruszać szybko ręką w górę i w dół. Drugą dłonią powędrował pod koszulkę i zaczął bawić się sutkami. Wyobraził sobie, jakby to było gdyby to długie, szczupłe palce Albusa przejeżdżały po jego penisie i bawiły się nim. Gdyby wkładał je po kolei w jego dziurkę i... kiedy ten obraz stanął mu przed oczami chłopak wygiął się do tyłu i doszedł z głośnym jękiem.
- A-albus – wyjąkał, oddychając szybko. Z wypiekami na twarzy zrzucił z siebie resztę ubrania, narzucił szatę i ruszył do łazienki. Jednak po drodze zauważył swojego gospodarza, który z zaciekawieniem rozglądał się po korytarzu. Na widok mężczyzny zarumienił się jeszcze mocniej i chciał szybko go wyminąć, jednak nie pozwoliła mu na to ręka Albusa, którą zacisnął na jego nadgarstku.
- Słyszałem jakieś jęki. Wszystko dobrze? Nic cię nie boli? - spytał z troską.
- N-nie, wszystko w porządku. Chciałem tylko iść do łazienki.
Albus uśmiechnął się.
- A mógłbyś wejść na chwilkę? Mam do ciebie parę pytań.
- Nie może to zaczekać do rana?
- Obawiam się, że nie. To bardzo pilne.
Ślizgon skinął lekko głową i wślizgnął się do środka pod ramieniem mężczyzny. Rozejrzał się po pokoju. Oprócz biurka, które było zawalone pergaminami, małej komody i dwuosobowego łoża, bo łóżkiem nie można było tego nazwać w pokoju nie było innych mebli. Na komodzie stały zapalone dwie świece. Sev usiadł na skraju łóżka, czekając na to, co powie mężczyzna.
Albus uśmiechnął się w duchu. Tylko czekał na ten moment. Ten przypadkowo spotkany nastolatek wzbudzał w nim uczucia, których nie żywił nawet do Gellerta. Pociągał go. Tymi lekkimi rumieńcami, niewinnym spojrzeniem, nawet jąkaniem się. Widział, jak na niego patrzy i nie sądził, żeby chłopak miał coś przeciwko temu, co planował. Usiadł obok niego zaczynając masować reką jego udo i powiedział:
- Nie chcę, żebyś poczuł się teraz odrzucony, ale czy wiesz, jak wrócić z powrotem do siebie? - Po jego twarzy widział, że ten się zmieszał.
- Ja nie... nie zastanawiałem się nad tym – wyjąkał. - Ale nie wyrzucisz mnie? - Spojrzał na niego sarnimi oczami. Albus bezwiednie zaczął jeździć ręką wyżej.
- Oczywiście, że cię nie wyrzucę. Możesz zostać tak długo, jak chcesz.
Tak, to była cecha, którą odznaczał się Dumbledore w jego czasach. Chwila. Przecież to jest jego dyrektor. Bardzo łatwo było o tym zapomnieć, zwłaszcza, kiedy Albus go podrywał. Jednak teraz siedział koło niego cholernie przystojny mężczyzna, który nie przestawał jeździć ręką tam i z powrotem po jego udzie. Sev czuł, że znów się podnieca.
- Dzi-dziękuję. To d-dla mnie wiele znaczy.
Albus popatrzył w dół, nadal nie zabierając dłoni. Zauważył, że szata chłopaka zaczyna się unosić w sugestywnym miejscu. Uśmiechnął się kącikiem ust i przesunął rękę wyżej. Czuł na sobie zaskoczone spojrzenie Sev'a. Położył dłoń na kroczu chłopka i zaczął naprzemiennie masować go przez materiał i ściskać. Doszedł go cichy jęk ze strony chłopaka. Szybkim ruchem położył go na łóżku nie przerywając pieszczoty. Ślizgon patrzył na niego oniemiały i cały czerwony. Albus drugą ręko rozchylił jego szatę. Zatrzymał się na chwilę, kiedy okazało się, że chłopak nic na sobie nie ma. Jednak chwilę później płynnie zdarł z niego szatę. Nareszcie mógł podziwiać jego ciało w całej okazałości. Chłopak próbował zasłonić się rękami, ale Albus zakleszczył je w uścisku. Wręcz pożerał młodszego wzrokiem. Złapał za pasek leżący na łóżku i związał mu ręce przywiązując je nad jego głową do ramy łóżka. Patrzył jak Sev stara się sobie ulżyć – nieskutecznie.
- A-albus – wyjęczał. - Odwiąż mnie...to boli. - W kącikach jego oczu pojawiły się łzy. Brunet pochylił się nad nim.
- Bolą cię ręce... czy to? - Przejechał palcem po twardej erekcji chłopaka, który natychmiast wypiął biodra w jego stronę. Albus wziął rękę.
- Proszę....
Sev zaciskał zęby i niekontrolowanie szarpał biodrami. Albus z uśmiechem na twarzy słuchał nieustannych jęków chłopaka. Wstał z łóżka i ciągle nie spuszczając wzroku z bladego, szczupłego ciała zaczął się powoli rozbierać.
Ślizgon cały płonął i szarpał się widząc jak jego przyszły kochanek powoli ściąga koszulę przy każdym ruchu muskając nowo odsłaniającą się skórę. Kiedy koszula znajdowała się już na podłodze przyszła kolej na spodnie. W momencie, w którym do uszu chłopaka doszedł szelest opuszczanego materiału głośno jęknął i wygiął się w lekki łuk. Teraz brunet stał przed nim tylko w bokserkach i widoczną erekcją. Przysiadł na biodrach chłopaka i zlizał stróżkę potu, która spływała mu po skroni. Oparł dłonie po obu stronach głowy Severusa i zachłannie pocałował. Nie było w tym nic z delikatnego uczucia. Jedynie żądza i dzika namiętność. Przygryzł wargę chłopaka i przejechał po nich czubkiem języka. Sev bezzwłocznie uchylił usta pozwalając jego językowi wejść do środka. Jęczał mu w usta, kiedy czuł, jak mężczyzna bada jego podniebienie i szuka języka. Kiedy go znalazł złączyły się w namiętnym tańcu.
Albus zjechał pocałunkami na szczękę i szyję chłopaka wsłuchając się w jego przyspieszony oddech. Lekko polizał go u nasady szyi. Czując to Sev odchylił głowę na bok, żeby dać kochankowi większe pole do popisu. Z czego ten bezzwłocznie skorzystał liżąc i podgryzając jego skórę. Podniósł się, lekko ocierając o chłopaka i z dumą patrzył na kilka malinek czerwieniących się na jego szyi.
- A-albus, więcej – wysapał.
Brunet z ochotą spełnił jego życzenie. Przyssał się do skóry na obojczyku i zaczął bawić sutkami chłopaka. Ten wygiął się do tyłu, przy okazji ocierając się o Albusa. On zjechał pocałunkami jeszcze niżej biorąc w usta sutek chłopaka. Językiem wyznaczał ścieżkę od jego sutków, poprzez pępek, aż obsypał pocałunkami podbrzusze kochanka, paznokciami przejeżdżając po jego bokach. Lizał wewnętrzną stronę ud i wystające kości miednicy.
- A-al, p-proszę – usłyszał.
- O co prosisz?
- Weź goooo – ostatnie słowo przerodziło się w wręcz zwierzęcy skowyt, kiedy polizał jego penisa po całej długości. Sev szalał z przyjemności. Kiedy poczuł ciepłe usta kochanka zamykające się na jego erekcji i język, który nadal go lizał zaczął wypychać biodra w jego stronę, żeby jeszcze bardziej go poczuć. Zaciskał ręce w pięści i nieustannie jęczał. W pewnym momencie poczuł, że Albus jedną ręką przytrzymuje jego biodro, a drugą zaczyna lekko muskać jego jądra.
- Ja... ja... zaraz... Albus! - z donośnym krzykiem doszedł w jego usta, wyginając się w łuk na łóżku i drżąc na całym ciele.
Albus połknął wszystko i podniósł się, by pocałować chłopaka. Zrzucił z siebie bokserki i Sev sapnął, kiedy na swojej z powrotem twardej erekcji poczuł członka kochanka. Zaczął ocierać się o jego męskość, żeby jeszcze bardziej go pobudzić. W tym samym momencie włożył chłopakowi do ust palce.
- Nawilż porządnie.
Kiedy chłopak skończył, Al włożył pierwszy palec w jego dziurkę. Ten jęknął cicho z bólu, ale chwilę później już poruszał biodrami. Albus dołożył drugi palec, a zaraz potem trzeci i zaczął rozciągać chłopaka, który krzyknął z bólu, a po jego twarzy pociekły łzy. Jednak kiedy palcami musnął jego prostatę ten zakwilił cicho i sam zaczął się nabijać na dłoń mężczyzny.
Kiedy mężczyzna wyjął palce Seva dopadło uczucie pustki. Albus zarzucił sobie jego nogi na barki i szybko wszedł w kochanka do końca. Sev poczuł, jakby coś rozrywało go od środka, zawył z bólu. Albus nie dając mu się przyzwyczaić zaczął się w nim poruszać. Wysuwał się cały, żeby zaraz potem z całej siły wejść w chłopaka.
- Albus, to boli! Wyjmij to! Aaaa – Sev wygiął się do tyłu, kiedy brunet trafił go w prostatę. - Tam, szybciej.
Spełnił od razu życzenie chłopaka. Szybko się poruszając sięgnął po różdżkę i rozwiązał chłopaka. Przewrócił się na plecy, sadzając go sobie na biodrach. Zaczął raz za razem opuszczać go na swojego penisa, trzymając go mocno za biodra. Sam wyrzucał swoje w górę, żeby jeszcze bardziej poczuć chłopaka. Rozszerzył mu pośladki dłońmi i wszedł aż po jądra.
Sev zaciskał dłonie na pościeli, kiedy Albus wchodził w niego coraz szybciej i mocniej za każdym razem trafiając w prostatę. W pewnym momencie podniósł go do góry, całkowicie z niego wychodząc. Sev zaskomlał cicho. Zaraz potem gwałtownie wdarł się do środka. Ślizgon z donośnym krzykiem doszedł brudząc spermą brzuch kochanka. Ten jednak, mimo spazmów, które targały chłopakiem podczas orgazmu nie przestawał się w nim poruszać. Kiedy poczuł mięśnie zaciskające się na jego męskości, wylał się we wnętrzu chłopaka wykrzykując jego imię.
Sev opadł wykończony na tors kochanka. Ten wyszedł z niego i przygarniając go do siebie przykrył obu kołdrą.
Rano Severusa obudziły promieni słońca wpadające przez okno. Przewrócił się na drugi bok, marszcząc nos i natrafiając na coś, a raczej kogoś ciepłego. Szybko otworzył oczy. Leżał obok Albusa i obaj byli nadzy. Przypomniał sobie, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru i gwałtownie się podniósł. Usłyszał niezadowolony pomruk mężczyzny. Po chwili ten otworzył oczy.
- Dzień dobry, piękny – pogłaskał go po policzku i złożył lekki pocałunek na ustach chłopaka.
- Dzień dobry – Severus uśmiechnął się szeroko. Albus przeciągnął się i nie zważając na swoją nagość podniósł się i zaczął przekopywać komodę w poszukiwaniu ubrań. Szybko się ubrał i już w drzwiach rzucił przez ramię:
- Ubierz się i zejdź na śniadanie.
Kiedy za Albusem zamknęły się drzwi Sev wstał z łóżka. Momentalnie jęknął czując tępy ból w biodrach. No tak, za przyjemność trzeba płacić. Narzucił na siebie szatę i wrócił do pokoju. Wskoczył w swoje ciuchy i dopiero wtedy zaczął na poważnie myśleć o wcześniejszym wieczorze. Czy żałował? Oczywiście, że nie. Tylko, że Albus zapewne nic do niego nie czuje. A czy on czuł coś więcej? Wzruszył ramionami. Kto go tam wie. Sam pogubił się w swoich uczuciach odkąd się tu znalazł. Poza tym jak on sobie to wyobraża po powrocie. Że niby z dyrektorem... Nie! Stop, na samą myśl przeszedł go wielki dreszcz. Stwierdzając, że i tak długo tu nie zabawi zszedł na śniadanie.
Kiedy wszedł do kuchni przy stole zastał Gellerta, który ze złością wpatrywał się w gotującego Albusa.
- Dzień dobry – powiedział ślizgon.
Gellert obrócił się w jego stronę i otaksował go spojrzeniem.
- Dzień dobry. Jak się spało?
- Dobrze.
Gellert uśmiechnął się.
- To musiał być dla ciebie intensywny wieczór, prawda? - Sev poczuł, jak krew uderza mu do policzków. Czyżby Albus... - Podobno skończyliście te najważniejsze eliksiry. Gratuluję. Sami się już trochę z nimi męczyliśmy.
Sev odetchnął mentalnie.
- Tak, mam nadzieję, że nic nie pomyliłem.
- Na pewno będzie idealnie. - Posłał mu ciepły uśmiech. - No Albusie, jak tam to śniadanie?
- Prawie gotowe. Bądź cierpliwy.
- Ale ja się nudzę – wyjęczał. - Nie dałeś mi nic do zabawy.
Albus roześmiał się widząc przyjaciela siedzącego z nadętymi policzkami i rękami założonymi na piersi.
- Czy ty nadal masz pięć lat? - Postawił na stole dwa parujące talerze jajecznicy, wracając się po swój. Kiedy wrócił poczochrał czule włosy ślizgona i powiedział:
- No to smacznego wszystkim.
Po skończonym posiłku Gellert wstał gwałtownie od stołu.
- Albusie, możemy porozmawiać?
- Oczywiście – pan domu wskazał ręko drzwi do sąsiedniego pokoju i sam wstał od stołu. - Zaraz wracamy – rzucił tylko i zamknął za sobą drzwi.
Severus po kilku minutach usłyszał podniesione głosy. Zaintrygowany podszedł do drzwi i zaczął słuchać.
- ...ile razy ci mówiłem!
- Gellert, zawsze mówiłeś to w żartach. Dlaczego miałem brać to na poważnie?
- Ty myślisz, że tak łatwo wyznać komuś miłość, głąbie?! A teraz co? Przyleciał nie wiadomo skąd, zatrzepotał rzęsami i już poszedłeś z nim do łóżka!
- Zrozum Gell, że to nie było...
- Nie było co? To tylko taka przygoda, co? Ale nie wiesz jak to boli!
W tym momencie ślizgon przez przypadek nacisnął klamkę i wpadł prosto pod nogi obu mężczyzn. W oczach Gellerta zobaczył czystą nienawiść.
- Ty...ty zabrałeś mi wszystko! - Pojedyncza łza spłynęła po jego policzku. - Nie daruję ci tego.
Severus leżał oniemiały, nie mogąc wykrztusić jednego słowa ze strachu.
- Gellercie, daj mi wytłumaczyć. - Albus położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
- Nie dawaj mi powodu, żebym cię skrzywdził.
- J-ja, proszę pana – wyjąkał Sev. - Bo to nie było nic...
- Zamknij się! Nie moge na ciebie patrzeć. Chcę, żebyś zniknął! A najlepiej nigdy się nie pojawił!
- Gellercie, myśl rozsądnie, przecież nie cofniesz czasu.
Mężczyzna ze łzami w oczach odwrócił się w stronę bruneta.
- Przepraszam Albusie. Drętwota!
Albus mógł tylko z przerażeniem patrzeć na to, jak Gellert odwraca się w stronę Severusa.
- Niech mnie za to zamkną. Nie obchodzi mnie to. - Skierował koniec swojej różdżki pomiędzy oczy chłopaka. - Avada kedavra.
Severus zobaczył tylko zielony płomień pędzący w jego stronę i wszystko spowiła ciemność.
- Uch... - Czyżby powtórka z rozrywki? Sev podniósł się obolały z podłogi i rozejrzał wokoło. Ławki, dziwna substancja rozlana po podłodze, pusty kociołek... Wrócił! Ale to było ponad jego siły. Co się tam właśnie stało? Uczestniczył w jakiejś pieprzonej scenie zazdrości. Salazarze ratuj. Chociaż z drugiej strony powinien być wdzięczny Grindewaldowi. W końcu odkrył jak może wrócić do domu. Może wyśle facetowi kwiaty, czy coś. O ile ten jeszcze żyje. Jego rozmyślania przerwały kroki na korytarzu, które zatrzymały się przy tej klasie. Drzwi otwarły się i stanął w nich nie kto inny jak...dyrektor.
- Severusie, wiesz, że jest dawno po ciszy nocnej. Wracaj do łóżka. - Uśmiechnął się dobrotliwie.

- T-tak jest, panie dyrektorze. - Wyślizgnął się z klasy i pędem ruszył do lochów. „ No, oczy to mu się nie zmieniły” - pomyślał i z uśmiechem na ustach wskoczył do łóżka.