Severus Snape stał w jednej z
nieużywanych klas i przygotowywał eliksir. Błagał Merlina, żeby
udało mu się jak najszybciej skończyć. W końcu było już grubo
po północy a on NIE łamał zasad. W końcu nie jest tym cholernym
Potterem, prawda? No właśnie. A teraz jeszcze 10 kropel smoczej
krwi i... sekundę później wszystko wybuchło. Kiedy dym opadł w
sali nie było nikogo.
-Uch... - Severus poczuł jak
powietrze ucieka mu z płuc, kiedy z całej siły uderzył o ziemię.
Powoli pokręcił głową na wszystkie strony, żeby rozeznać się w
sytuacji. Cholera. Wylądował w czyimś ogrodzie. I w ogóle to skąd
on się tu u licha wziął? Czyżby pomylił coś w eliksirze?
Karygodne. Tylko gdzie on jest? Nagle nieopodal usłyszał tupot
stóp, a chwilę później zobaczył dwie pary oczu. Jedne
czekoladowe z wesołymi ognikami, a drugie błękitne, które
oceniały jego stan zza okularów połówek. Zaraz. Takie oczy miał
Dumbledore, prawda? Matko, zaczyna majaczyć.
- Możesz się podnieść? - Usłyszał.
Skinął lekko głową i z grymasem na twarzy uniósł się do
pozycji siedzącej asekurowany przez dwóch osobników. Wreszcie mógł
zobaczyć ich w całości, gdyż pozycja leżąc nieco mu to
uniemożliwiała. Przesunął po nich wzrokiem i momentalnie się
zarumienił. Przed nim stała dwójka, cóż nie owijając w bawełnę,
zarąbistych facetów. I jeżeli do tej pory miał jakieś
wątpliwości co do swojej orientacji to właśnie bezpowrotnie
odeszły. Ten z oczami identycznymi jak jego dyrektor trzymał mu
dłoń na ramieniu, żeby nie upadł do tylu. Długie, kasztanowe
włosy miał związane w luźny kucyk i uśmiechał się ciepło. Zza
lekko odchylonego kołnierza koszuli wystawał obojczyk i smukła
szyja. Serce Severusa momentalnie przyspieszyło, widząc tą bladą
skórę.
- Skąd się tu wziąłeś? - Dopiero
to pytanie, które padło z ust drugiego chłopaka go otrzeźwiło.
Przeniósł swój wzrok na brązowookiego. Temu też nie można było
nic zarzucić, jednak miał w sobie coś niepokojącego, czego Sev
nie potrafił do końca zdefiniować. Włosy miał spięte podobnie
jak jego kompan, jednak ubrany był w szatę.
- Ja nie... bo to... i eliksir... -
Widać było, że ślizgon jest jeszcze zbyt oszołomiony, ponieważ
nie mógł sklecić jednego zdania.
- Gellercie, daj mu odpocząć – Na
dźwięk jego głosu Severus poczuł jak krew znów uderza mu do
policzków i niewiele brakuje, żeby znalazła się poniżej pasa.
- Jestem Albus – Wyciągnął rękę
w jego stronę. Sev uścisnął ją lekko i jak najszybciej puścił.
- Zabieramy cię do domu. Może po herbacie trochę ochłoniesz.
Severus wstał i ruszył za swoimi
„wybawcami”. Obaj żywo o czymś dyskutowali pochyleni w swoją
stronę. „Ciekawe, czy są razem? Szkoda by... Severusie o czym ty
myślisz?” Chłopak bił się z myślami całą drogę przez
rozległy ogród.
W domu posadzono go w kuchni ze
szklanką herbaty. Kiedy ją pił Albus wykłócał się z kimś w
pokoju obok, a chłopak, którego ten nazwał Gellertem siedział
naprzeciwko Sev'a. Czyli reasumując wszystkie dotychczasowe
wydarzenia przeniósł się do przeszłości. Do młodości
Dumbledora. Albus musiał już skończyć szkołę, a jego kolega
to... Zaraz, zaraz Gellert. Grindenwald! Sev rozszerzonymi oczami
popatrzył na chłopaka. Przecież Dumbledore go pokonał. A tutaj
wyglądają na bardzo zżytych. O co tu chodzi? I to, że pociąga go
Albus. Jego rozmyślania przerwało wejście obiektu jego rozmyslań.
- No, Aberforth pojedzie z Ariadną na
wakacje. Mamy wolny dom. Teraz możemy się tobą zająć.
„Czy tylko w moich uszach zabrzmiało
to perwersyjnie?” pomyślał Sev. Brunet uśmiechnął się do
niego i usiadł obok wywołując ponowny rumieniec na twarzy
ślizgona.
- Ja warzyłem eliksir i chyba coś
pomyliłem w składnikach. Wszystko wybuchło a ja wylądowałem
tutaj.
- Nigdy nie widziałem cię w szkole –
powiedział Albus. Przejechał palcem po emblemacie Slytherinu na
jego piersi. Sev mimowolnie zadrżał pod jego dotykiem. - W której
klasie jesteś?
- W-w szóstej.
- Niemożliwe. Nie mógłbym zapomnieć
takiej twarzy. - Snape gwałtownie spuścił głowę dziękując
Merlinowi, że oprócz zwykłych ubrań ma na sobie szatę. Bo
inaczej mogłoby się to źle skończyć. Albus właśnie z nim
flirtuje!
- B-bo ja jestem z przyszłości.
Obaj gwałtownie wciągnęli powietrze.
Sev zauważył, że Gellertowi zaświeciły się oczy.
- I co się z nami stało? - zapytał
podekscytowany.
- No Albus jes...
- Nie mów! - wykrzyknął Dumbledore.
Ślizgon popatrzył na niego zdumiony.
- Nie powinniśmy wiedzieć. To tylko
zaszkodzi Gellercie.
- Albusie, nie chcesz wiedzieć czy
osiągnęliśmy cele?
- Wszystko musi się toczyć swoim
torem. Nie można w to ingerować.
- Zawsze musisz mieć rację?
- Wiesz, że to nieprawda, Gellercie.
Gellert wstał gwałtownie od stołu,
obrócił się i wybiegł z domu. Sec popatrzył za nim zdumiony.
Albus położył mi rękę na policzku i lekko pogłaskał.
- Nie przejmuj się nim. Przejdzie mu.
Skinął lekko głową. Zastanawiał
się czemu ten człowiek jest taki seksowny. Ale jeszcze bardziej
zadziwiające było to, że ciągle posyłał mu ciepłe uśmiechy i
dotykał to dłoni to ramienia za każdym razem zostawiając po sobie
mrowienie na ciele chłopaka.
- Mówiłeś, że ważyłeś eliksir.
Jesteś w tym dobry?
- Tak, podejrzewam, że tam. Mam dobre
oceny w szkole i to moja pasja. - Ostatnia część zdania powiedział
znacznie ciszej. Nie wiedział, czy to zainteresuje Albusa.
Młodzieniec roześmiał się.
- Jesteś uroczy. To przetestujemy tą
twoją zdolność. Chodź, pomożesz mi uwarzyć parę rzeczy.
Zaprowadził go do zaciemnionego
pokoju, w którym unosiły się opary znad kilku kociołków
stojących w rzędzie.
- Zajmij się tamtym – wskazał mu
kociołek w najbardziej zaciemnionym kącie. - Jest na czwartym
etapie ważenia. Dokończ go według instrukcji, które leżą obok.
Severus przeczytał kartkę i zabrał
się do pracy. Nie było to znów takie trudne. Kiedy pozostało już
tylko czekać, aż dogotuje się przez 10 minut poszukał wzrokiem
Albusa. Brunet pochylał się nad jednym z kociołków. Kilka
kosmyków wysunęło się zza wstążki i opadało na ramiona. Kilka
kropel potu spłynęło z jego czoła. Ręce sprawnie mieszały
miksturę, a wzrok skupiony był tylko na aktualnie wykonywanej
pracy. Wyglądał pięknie. Widocznie musiał wyczuć, że ktoś go
obserwuje, bo podniósł wzrok. Popatrzył się na Sev'a takim
wzrokiem, że ślizgona przeszły ciarki i cicho jęknął. Albus
popatrzył na zegar.
- Jest już strasznie późno.
Zasiedzieliśmy się przy tym. Chodź, pokażę ci twoją sypialnię.
- Odwrócił się i wyszedł nie patrząc nawet, czy gość za nim
idzie.
Albus gestem zaprosił gościa do
środka jednego z pokoi.
- Na łóżku zostawiłem ci ręcznik i
coś na zmianę. Wołaj, jakbyś czegoś potrzebował.
Musnął ręką policzek chłopaka i
wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Kiedy tylko te się zamknęły Sev
opadł z jękiem na kolana. Ten człowiek go prowokował. Czego
innego można się spodziewać po szesnastolatku? Sam jego głos był
podniecający, nie mówiąc już o zachowaniu. Dziękował Merlinowi
za to, że miał na sobie szaty, bo inaczej Albus na pewno
zobaczyłby, że chłopak jest podniecony. Odrzucił szatę szkolną
na łóżko i z westchnieniem ulgi ściągnął spodnie. Włożył
rękę w bokserki i mocno ścisnął swoją, już i tak twardą
męskość. Zaczął poruszać szybko ręką w górę i w dół.
Drugą dłonią powędrował pod koszulkę i zaczął bawić się
sutkami. Wyobraził sobie, jakby to było gdyby to długie, szczupłe
palce Albusa przejeżdżały po jego penisie i bawiły się nim.
Gdyby wkładał je po kolei w jego dziurkę i... kiedy ten obraz
stanął mu przed oczami chłopak wygiął się do tyłu i doszedł z
głośnym jękiem.
- A-albus – wyjąkał, oddychając
szybko. Z wypiekami na twarzy zrzucił z siebie resztę ubrania,
narzucił szatę i ruszył do łazienki. Jednak po drodze zauważył
swojego gospodarza, który z zaciekawieniem rozglądał się po
korytarzu. Na widok mężczyzny zarumienił się jeszcze mocniej i
chciał szybko go wyminąć, jednak nie pozwoliła mu na to ręka
Albusa, którą zacisnął na jego nadgarstku.
- Słyszałem jakieś jęki. Wszystko
dobrze? Nic cię nie boli? - spytał z troską.
- N-nie, wszystko w porządku. Chciałem
tylko iść do łazienki.
Albus uśmiechnął się.
- A mógłbyś wejść na chwilkę? Mam
do ciebie parę pytań.
- Nie może to zaczekać do rana?
- Obawiam się, że nie. To bardzo
pilne.
Ślizgon skinął lekko głową i
wślizgnął się do środka pod ramieniem mężczyzny. Rozejrzał
się po pokoju. Oprócz biurka, które było zawalone pergaminami,
małej komody i dwuosobowego łoża, bo łóżkiem nie można było
tego nazwać w pokoju nie było innych mebli. Na komodzie stały
zapalone dwie świece. Sev usiadł na skraju łóżka, czekając na
to, co powie mężczyzna.
Albus uśmiechnął się w duchu. Tylko
czekał na ten moment. Ten przypadkowo spotkany nastolatek wzbudzał
w nim uczucia, których nie żywił nawet do Gellerta. Pociągał go.
Tymi lekkimi rumieńcami, niewinnym spojrzeniem, nawet jąkaniem się.
Widział, jak na niego patrzy i nie sądził, żeby chłopak miał
coś przeciwko temu, co planował. Usiadł obok niego zaczynając
masować reką jego udo i powiedział:
- Nie chcę, żebyś poczuł się teraz
odrzucony, ale czy wiesz, jak wrócić z powrotem do siebie? - Po
jego twarzy widział, że ten się zmieszał.
- Ja nie... nie zastanawiałem się nad
tym – wyjąkał. - Ale nie wyrzucisz mnie? - Spojrzał na niego
sarnimi oczami. Albus bezwiednie zaczął jeździć ręką wyżej.
- Oczywiście, że cię nie wyrzucę.
Możesz zostać tak długo, jak chcesz.
Tak, to była cecha, którą odznaczał
się Dumbledore w jego czasach. Chwila. Przecież to jest jego
dyrektor. Bardzo łatwo było o tym zapomnieć, zwłaszcza, kiedy
Albus go podrywał. Jednak teraz siedział koło niego cholernie
przystojny mężczyzna, który nie przestawał jeździć ręką tam i
z powrotem po jego udzie. Sev czuł, że znów się podnieca.
- Dzi-dziękuję. To d-dla mnie wiele
znaczy.
Albus popatrzył w dół, nadal nie
zabierając dłoni. Zauważył, że szata chłopaka zaczyna się
unosić w sugestywnym miejscu. Uśmiechnął się kącikiem ust i
przesunął rękę wyżej. Czuł na sobie zaskoczone spojrzenie
Sev'a. Położył dłoń na kroczu chłopka i zaczął naprzemiennie
masować go przez materiał i ściskać. Doszedł go cichy jęk ze
strony chłopaka. Szybkim ruchem położył go na łóżku nie
przerywając pieszczoty. Ślizgon patrzył na niego oniemiały i cały
czerwony. Albus drugą ręko rozchylił jego szatę. Zatrzymał się
na chwilę, kiedy okazało się, że chłopak nic na sobie nie ma.
Jednak chwilę później płynnie zdarł z niego szatę. Nareszcie
mógł podziwiać jego ciało w całej okazałości. Chłopak
próbował zasłonić się rękami, ale Albus zakleszczył je w
uścisku. Wręcz pożerał młodszego wzrokiem. Złapał za pasek
leżący na łóżku i związał mu ręce przywiązując je nad jego
głową do ramy łóżka. Patrzył jak Sev stara się sobie ulżyć –
nieskutecznie.
- A-albus – wyjęczał. - Odwiąż
mnie...to boli. - W kącikach jego oczu pojawiły się łzy. Brunet
pochylił się nad nim.
- Bolą cię ręce... czy to? -
Przejechał palcem po twardej erekcji chłopaka, który natychmiast
wypiął biodra w jego stronę. Albus wziął rękę.
- Proszę....
Sev zaciskał zęby i niekontrolowanie
szarpał biodrami. Albus z uśmiechem na twarzy słuchał
nieustannych jęków chłopaka. Wstał z łóżka i ciągle nie
spuszczając wzroku z bladego, szczupłego ciała zaczął się
powoli rozbierać.
Ślizgon cały płonął i szarpał się
widząc jak jego przyszły kochanek powoli ściąga koszulę przy
każdym ruchu muskając nowo odsłaniającą się skórę. Kiedy
koszula znajdowała się już na podłodze przyszła kolej na
spodnie. W momencie, w którym do uszu chłopaka doszedł szelest
opuszczanego materiału głośno jęknął i wygiął się w lekki
łuk. Teraz brunet stał przed nim tylko w bokserkach i widoczną
erekcją. Przysiadł na biodrach chłopaka i zlizał stróżkę potu,
która spływała mu po skroni. Oparł dłonie po obu stronach głowy
Severusa i zachłannie pocałował. Nie było w tym nic z delikatnego
uczucia. Jedynie żądza i dzika namiętność. Przygryzł wargę
chłopaka i przejechał po nich czubkiem języka. Sev bezzwłocznie
uchylił usta pozwalając jego językowi wejść do środka. Jęczał
mu w usta, kiedy czuł, jak mężczyzna bada jego podniebienie i
szuka języka. Kiedy go znalazł złączyły się w namiętnym tańcu.
Albus zjechał pocałunkami na szczękę
i szyję chłopaka wsłuchając się w jego przyspieszony oddech.
Lekko polizał go u nasady szyi. Czując to Sev odchylił głowę na
bok, żeby dać kochankowi większe pole do popisu. Z czego ten
bezzwłocznie skorzystał liżąc i podgryzając jego skórę.
Podniósł się, lekko ocierając o chłopaka i z dumą patrzył na
kilka malinek czerwieniących się na jego szyi.
- A-albus, więcej – wysapał.
Brunet z ochotą spełnił jego
życzenie. Przyssał się do skóry na obojczyku i zaczął bawić
sutkami chłopaka. Ten wygiął się do tyłu, przy okazji ocierając
się o Albusa. On zjechał pocałunkami jeszcze niżej biorąc w usta
sutek chłopaka. Językiem wyznaczał ścieżkę od jego sutków,
poprzez pępek, aż obsypał pocałunkami podbrzusze kochanka,
paznokciami przejeżdżając po jego bokach. Lizał wewnętrzną
stronę ud i wystające kości miednicy.
- A-al, p-proszę – usłyszał.
- O co prosisz?
- Weź goooo – ostatnie słowo
przerodziło się w wręcz zwierzęcy skowyt, kiedy polizał jego
penisa po całej długości. Sev szalał z przyjemności. Kiedy
poczuł ciepłe usta kochanka zamykające się na jego erekcji i
język, który nadal go lizał zaczął wypychać biodra w jego
stronę, żeby jeszcze bardziej go poczuć. Zaciskał ręce w pięści
i nieustannie jęczał. W pewnym momencie poczuł, że Albus jedną
ręką przytrzymuje jego biodro, a drugą zaczyna lekko muskać jego
jądra.
- Ja... ja... zaraz... Albus! - z
donośnym krzykiem doszedł w jego usta, wyginając się w łuk na
łóżku i drżąc na całym ciele.
Albus połknął wszystko i podniósł
się, by pocałować chłopaka. Zrzucił z siebie bokserki i Sev
sapnął, kiedy na swojej z powrotem twardej erekcji poczuł członka
kochanka. Zaczął ocierać się o jego męskość, żeby jeszcze
bardziej go pobudzić. W tym samym momencie włożył chłopakowi do
ust palce.
- Nawilż porządnie.
Kiedy chłopak skończył, Al włożył
pierwszy palec w jego dziurkę. Ten jęknął cicho z bólu, ale
chwilę później już poruszał biodrami. Albus dołożył drugi
palec, a zaraz potem trzeci i zaczął rozciągać chłopaka, który
krzyknął z bólu, a po jego twarzy pociekły łzy. Jednak kiedy
palcami musnął jego prostatę ten zakwilił cicho i sam zaczął
się nabijać na dłoń mężczyzny.
Kiedy mężczyzna wyjął palce Seva
dopadło uczucie pustki. Albus zarzucił sobie jego nogi na barki i
szybko wszedł w kochanka do końca. Sev poczuł, jakby coś
rozrywało go od środka, zawył z bólu. Albus nie dając mu się
przyzwyczaić zaczął się w nim poruszać. Wysuwał się cały,
żeby zaraz potem z całej siły wejść w chłopaka.
- Albus, to boli! Wyjmij to! Aaaa –
Sev wygiął się do tyłu, kiedy brunet trafił go w prostatę. -
Tam, szybciej.
Spełnił od razu życzenie chłopaka.
Szybko się poruszając sięgnął po różdżkę i rozwiązał
chłopaka. Przewrócił się na plecy, sadzając go sobie na
biodrach. Zaczął raz za razem opuszczać go na swojego penisa,
trzymając go mocno za biodra. Sam wyrzucał swoje w górę, żeby
jeszcze bardziej poczuć chłopaka. Rozszerzył mu pośladki dłońmi
i wszedł aż po jądra.
Sev zaciskał dłonie na pościeli,
kiedy Albus wchodził w niego coraz szybciej i mocniej za każdym
razem trafiając w prostatę. W pewnym momencie podniósł go do
góry, całkowicie z niego wychodząc. Sev zaskomlał cicho. Zaraz
potem gwałtownie wdarł się do środka. Ślizgon z donośnym
krzykiem doszedł brudząc spermą brzuch kochanka. Ten jednak, mimo
spazmów, które targały chłopakiem podczas orgazmu nie przestawał
się w nim poruszać. Kiedy poczuł mięśnie zaciskające się na
jego męskości, wylał się we wnętrzu chłopaka wykrzykując jego
imię.
Sev opadł wykończony na tors
kochanka. Ten wyszedł z niego i przygarniając go do siebie przykrył
obu kołdrą.
Rano Severusa obudziły promieni
słońca wpadające przez okno. Przewrócił się na drugi bok,
marszcząc nos i natrafiając na coś, a raczej kogoś ciepłego.
Szybko otworzył oczy. Leżał obok Albusa i obaj byli nadzy.
Przypomniał sobie, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru i
gwałtownie się podniósł. Usłyszał niezadowolony pomruk
mężczyzny. Po chwili ten otworzył oczy.
- Dzień dobry, piękny – pogłaskał
go po policzku i złożył lekki pocałunek na ustach chłopaka.
- Dzień dobry – Severus uśmiechnął
się szeroko. Albus przeciągnął się i nie zważając na swoją
nagość podniósł się i zaczął przekopywać komodę w
poszukiwaniu ubrań. Szybko się ubrał i już w drzwiach rzucił
przez ramię:
- Ubierz się i zejdź na śniadanie.
Kiedy za Albusem zamknęły się drzwi
Sev wstał z łóżka. Momentalnie jęknął czując tępy ból w
biodrach. No tak, za przyjemność trzeba płacić. Narzucił na
siebie szatę i wrócił do pokoju. Wskoczył w swoje ciuchy i
dopiero wtedy zaczął na poważnie myśleć o wcześniejszym
wieczorze. Czy żałował? Oczywiście, że nie. Tylko, że Albus
zapewne nic do niego nie czuje. A czy on czuł coś więcej? Wzruszył
ramionami. Kto go tam wie. Sam pogubił się w swoich uczuciach odkąd
się tu znalazł. Poza tym jak on sobie to wyobraża po powrocie. Że
niby z dyrektorem... Nie! Stop, na samą myśl przeszedł go wielki
dreszcz. Stwierdzając, że i tak długo tu nie zabawi zszedł na
śniadanie.
Kiedy wszedł do kuchni przy stole
zastał Gellerta, który ze złością wpatrywał się w gotującego
Albusa.
- Dzień dobry – powiedział ślizgon.
Gellert obrócił się w jego stronę i
otaksował go spojrzeniem.
- Dzień dobry. Jak się spało?
- Dobrze.
Gellert uśmiechnął się.
- To musiał być dla ciebie intensywny
wieczór, prawda? - Sev poczuł, jak krew uderza mu do policzków.
Czyżby Albus... - Podobno skończyliście te najważniejsze
eliksiry. Gratuluję. Sami się już trochę z nimi męczyliśmy.
Sev odetchnął mentalnie.
- Tak, mam nadzieję, że nic nie
pomyliłem.
- Na pewno będzie idealnie. - Posłał
mu ciepły uśmiech. - No Albusie, jak tam to śniadanie?
- Prawie gotowe. Bądź cierpliwy.
- Ale ja się nudzę – wyjęczał. -
Nie dałeś mi nic do zabawy.
Albus roześmiał się widząc
przyjaciela siedzącego z nadętymi policzkami i rękami założonymi
na piersi.
- Czy ty nadal masz pięć lat? -
Postawił na stole dwa parujące talerze jajecznicy, wracając się
po swój. Kiedy wrócił poczochrał czule włosy ślizgona i
powiedział:
- No to smacznego wszystkim.
Po skończonym posiłku Gellert wstał
gwałtownie od stołu.
- Albusie, możemy porozmawiać?
- Oczywiście – pan domu wskazał
ręko drzwi do sąsiedniego pokoju i sam wstał od stołu. - Zaraz
wracamy – rzucił tylko i zamknął za sobą drzwi.
Severus po kilku minutach usłyszał
podniesione głosy. Zaintrygowany podszedł do drzwi i zaczął
słuchać.
- ...ile razy ci mówiłem!
- Gellert, zawsze mówiłeś to w
żartach. Dlaczego miałem brać to na poważnie?
- Ty myślisz, że tak łatwo wyznać
komuś miłość, głąbie?! A teraz co? Przyleciał nie wiadomo
skąd, zatrzepotał rzęsami i już poszedłeś z nim do łóżka!
- Zrozum Gell, że to nie było...
- Nie było co? To tylko taka przygoda,
co? Ale nie wiesz jak to boli!
W tym momencie ślizgon przez przypadek
nacisnął klamkę i wpadł prosto pod nogi obu mężczyzn. W oczach
Gellerta zobaczył czystą nienawiść.
- Ty...ty zabrałeś mi wszystko! -
Pojedyncza łza spłynęła po jego policzku. - Nie daruję ci tego.
Severus leżał oniemiały, nie mogąc
wykrztusić jednego słowa ze strachu.
- Gellercie, daj mi wytłumaczyć. -
Albus położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
- Nie dawaj mi powodu, żebym cię
skrzywdził.
- J-ja, proszę pana – wyjąkał Sev.
- Bo to nie było nic...
- Zamknij się! Nie moge na ciebie
patrzeć. Chcę, żebyś zniknął! A najlepiej nigdy się nie
pojawił!
- Gellercie, myśl rozsądnie, przecież
nie cofniesz czasu.
Mężczyzna ze łzami w oczach odwrócił
się w stronę bruneta.
- Przepraszam Albusie. Drętwota!
Albus mógł tylko
z przerażeniem patrzeć na to, jak Gellert odwraca się w stronę
Severusa.
-
Niech mnie za to zamkną. Nie obchodzi mnie to. - Skierował koniec
swojej różdżki pomiędzy oczy chłopaka. - Avada
kedavra.
Severus zobaczył
tylko zielony płomień pędzący w jego stronę i wszystko spowiła
ciemność.
- Uch... - Czyżby
powtórka z rozrywki? Sev podniósł się obolały z podłogi i
rozejrzał wokoło. Ławki, dziwna substancja rozlana po podłodze,
pusty kociołek... Wrócił! Ale to było ponad jego siły. Co się
tam właśnie stało? Uczestniczył w jakiejś pieprzonej scenie
zazdrości. Salazarze ratuj. Chociaż z drugiej strony powinien być
wdzięczny Grindewaldowi. W końcu odkrył jak może wrócić do
domu. Może wyśle facetowi kwiaty, czy coś. O ile ten jeszcze żyje.
Jego rozmyślania przerwały kroki na korytarzu, które zatrzymały
się przy tej klasie. Drzwi otwarły się i stanął w nich nie kto
inny jak...dyrektor.
- Severusie, wiesz,
że jest dawno po ciszy nocnej. Wracaj do łóżka. - Uśmiechnął
się dobrotliwie.
- T-tak jest, panie
dyrektorze. - Wyślizgnął się z klasy i pędem ruszył do lochów.
„ No, oczy to mu się nie zmieniły” - pomyślał i z uśmiechem
na ustach wskoczył do łóżka.
Zostałaś nominowana na www.zboczenie-harry.blogspot.com
OdpowiedzUsuńDalej mam to opowiadanie przed oczami :D
OdpowiedzUsuń