niedziela, 26 stycznia 2014

Inaczej cz. II

Druga część mojego Drarry. Nie wiem kiedy wstawię następną, ponieważ wen ostatnio robi sobie wakacje >.< Dziękuję za wszystkie komentarze i nie przedłużając - miłego czytania :3


-No, Draco. Ileż można sprowadzać więźniów do lochów? - warknęła Bellatrix.
-Przepraszam – wymamrotał, ze spuszczoną głową i stanął obok kominka. Co go podkusiło, żeby pocałować Pottera? Totalny idiotyzm. To pewnie, przez te ostatnie sny, których, swoją drogą, także nie powinien mieć. To na pewno przez te całe hormony. Przecież nie mógł czuć czegoś do Pottera. Z drugiej strony sam nie wiedział, czego się spodziewał po tym pocałunku. Że Harry rzuci mu się na szyję? Uratuje z tego piekła? Przecież to Harry-Pieprzony-Potter i on nigdy by mu nie pomógł. No chyba, że pod Imperiusem. A nie... chwila, na Wybrańca to i tak nie działa. A jednak czuł pewien niedosyt. Z przerażeniem uświadomił sobie, że chce...więcej. Tylko niby jak ma to zorganizować? Niewiele myśląc ruszył z powrotem w stronę lochów.
-A ty gdzie się wybierasz? - Usłyszał głos ciotki.
-A już po własnym domu nie można się poruszać? - wysyczał przez zęby. - Nie jesteś u siebie, Bella. - Odwrócił się na pięcie, zostawiając zszokowaną ciotkę w salonie. Zakładał, że rodzice byli nie mniej zaskoczeni.
Kiedy stanął przed drzwiami do lochów, chwilę się zawahał, ale zaraz je otworzył.
-Potter, chodź ze mną! - rozkazał.
Zauważył, że Potter wygląda na zdumionego, ale w tych zielonych oczach cień uśmiechu. Chłopak poniósł się z ziemi i Draco wyciągnął go za rękę, zatrzaskując drzwi za nimi. Popchnął Harry'ego na ścianę.
-Wiesz Malfoy, to już się robi nudne. Ciągle tylko... - jednak Draco nie dał mu skończyć. Przyciągnął go do siebie i zachłannie pocałował. Mimowolnie jęknął, kiedy poczuł miękkie wargi Gryfona pod swoimi. Wplótł rękę w jego włosy i przejechał językiem po jego wargach. Potter wreszcie się ocknął i z chęcią oddał pocałunek. Draco poczuł palce chłopaka pieszczące jego kark i bawiące się włosami. To było brutalne i lekko chaotyczne. Zdał sobie sprawę z tego, że chciał już tego od dawna. I kiedy wreszcie to dostał, nie mógł przestać. W końcu odsunęli się od siebie, żeby zaczerpnąć oddechu, jednak nadal stali blisko, tykając się czołami. Obaj oddychali ciężko, ale Draco widział ciepły uśmiech błąkający się na wargach Gryfona.
* * *
Harry patrzył z ciekawością na Malfoya. „Dobrze całuje” pomyślał zanim Ślizgon nie osunął się na kolana i nie ukrył twarzy w dłoniach.
-Kurwa – dobiegło uszu Harry'ego.
Ukucnął obok chłopaka i położył mu rękę na ramieniu.
-Draco, wszystko w porządku? - No chyba nie zrobił nic źle. W końcu to nie on zaczął. Draco podniósł głowę i spojrzał mu w oczy.
-Tak, tylko... nie sądzisz, że to trochę dziwne? - No tego się nie spodziewał. W sensie, że Ślizgon, który najpierw robi, a potem myśli. Dziwne, też coś. Prychnął lekko.
-Nie, nie sądzę. Tak po prawdzie, to myślę, że tak miało być już dawno – powiedział, chwytając twarz Draco w dłonie i całując go. Chłopak nie był mu dłużny. Jednak to było zupełnie inne od poprzedniego pocałunku. Ten był krótki, delikatny i...słodki. Tak przynajmniej Harry go zapamiętał.
-Dlaczego służysz Voldemortowi? - spytał go, bawiąc się jego palcami. Starał się złapać jego wzrok, ale Ślizgon nie chciał spojrzeć mu w oczy, kiedy odpowiadał.
-Bo on ich zabije. Zabije moich rodziców za to, że ja zdezerterowałem. Wiem co myślisz o moim ojcu. Może i jest ślepo zapatrzony w wizję Czarnego Pana, ale go kocham, mimo wszystko. - Harry uważnie przypatrzył się twarzy chłopaka. Draco nie kłamał. Widział szczerą troskę i niepokój wymalowaną na jego twarzy i aż bijącą z oczu. Zapewne na jego miejscu postąpiłby tak samo. Delikatnie pogładził kciukiem policzek Draco.
-Ucieknij z nami. Nie wiem jeszcze jak, ale coś wymyślę. To się może udać. Upozorujemy porwanie. Będziesz wolny, a on zapewne nic im nie zrobi.
-Przecież reszta się nie zgodzi – w głosie chłopaka pobrzmiewała wątpliwość.
-A kto powiedział, że będą wiedzieli, o co dokładnie chodzi? - odparł Gryfon z lekkim błyskiem w oku i złośliwym uśmieszkiem.
-I dlaczego ty nie jesteś w Slytherinie?
Harry tylko uśmiechnął się i pomógł raco się podnieść.
-To teraz mnie tam wepchnij i idź po Hermionę i różdżki. Powinienem coś do tego czasu wymyślić.
* * *
-Trzymaj te łapy przy sobie Malfoy! – usłyszeli wrzask Harry'ego.
-Bo co, Potter? Masz z tym jakiś problem?
-Tak, bo dotykają mnie te twoje arystokratyczne łapska!
-Wiesz, niektórzy wręcz jęczeli, kiedy je czuli.
-Zboczeniec... - Po tych słowach wylądował z cichym jękiem i usłyszał trzask zamykanych drzwi.
-Harry, nic ci się nie stało? - Usłyszał.
-Nie, jestem cały i zdrowy. Zapalcie światło. - Coś pstryknęło i pod sufitem pojawiły się kule białego światła.
-Czego chciał od ciebie Malfoy?!
-Spokojnie, Ron. On tylko narzekał na Chłopca-Który-Przeżył. Jakby nie miał nic ciekawszego do roboty. Ale mam plan, jak nas stąd wyciągnąć. - Wszyscy pochylili się nad Harrym. Chłopak z konsternacją popatrzył na starca, który uklęknął przy nim. - Pan Olivander?
-Tak, mój chłopcze. Liczę na to, że nas stąd uwolnisz.
-Do tego zmierzam. - Z kieszeni wyciągnął kawałek lusterka od Syriusza. Wiedział, że w wakacje nie wydawało mu się, że ktoś na niego patrzy. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że to zadziała. - Pomóż nam, proszę. - Odłożył przedmiot na ziemię i zwrócił się do pozostałych. - Plan jest taki. Mam nadzieję, że Malfoy znów tutaj przyjdzie. Wtedy weźmiemy go, jako zakładnika. Przy takim obrocie sprawy Lucjusz nie powinien nam nic zrobić. Aczkolwiek nie ręczę za Voldemorta. Uciekniemy stąd i gdzieś dobrze ukryjemy, przynajmniej na kilka dni.
Kiedy tylko skończył mówić w lochu rozległo się ciche pyknięcie i pojawił się Skrzat Domowy.
-Zgredek? - spytał zdziwiony Potter.
-Pan wzywał Zgredka. - zapiszczał Skrzat.
-Ja cię wcale nie... A zresztą nieważne, przynajmniej na ten moment. Dasz radę zabrać stąd cztery osoby?
-Oczywiście, Harry Potter sir.
-Więc zabierz tąd Lunę, pana Olivandera, Deana i Gryfka do...
-Domu Billa i Fleur „Muszelka” - wtrącił Ron.
-Tak, poradzisz sobie?
-Oczywiście. Zgredek zaraz będzie z powrotem.
Pyknęło i w pomieszczeniu została tylko dwójka Gryfonów.
* * *
Draco wpadł do salonu i zgarnął leżące na stoliku różdżki.
-Ciociu, nie chcesz dla odmiany pomęczyć zdrajcy krwi? - zapytał ostrożnie. Przy tej wariatce człowiek nigdy nie wiedział kiedy wybuchnie.
Bellatrix podniosła głowę znad swojej ofiary.
-Draco, to jest wspaniały pomysł. Ona już przestałą krzyczeć. - Spojrzała na dziewczynę, jak na zepsutą zabawkę. Podniosła Hermionę i rzuciła jak szmacianą lalkę w stronę Draco. Chłopak odruchowo ją złapał. – Ładny refleks – zadrwiła Bellatrix. On tylko skinął głową i ruszył w stronę lochów. Żeby tylko Potter miał jakiś plan.
* * *
-Ron, jest tutaj coś ostrego? - spytał Harry. Rudzielec podał mu ostry, zardzewiały gwóźdź.
-To się nada?
-Idealnie, a teraz wstań i ustaw się obok drzwi.
-Zgasić światło?
-Nie trzeba, możesz zostawić.
Na schodach rozległy się ciche kroki.
-Odsunąć się od drzwi! - zawołał Draco.
-Harry Potter, sir. - rozległ się równocześnie głos Zgredka.
-Zgredku, teraz schowaj się i siedź cicho.
* * *
Draco otworzył drzwi do lochu i wszedł do środka, niosąc Hermionę na rękach. W tym samym momencie poczuł coś ostrego na krtani i usłyszał szept:
-Nie próbuj walczyć Malfoy, bo wykrwawisz się tutaj w samotności.
Ron delikatnie wziął dziewczynę z rąk Malfoya.
-Harry, co ty, na Merlina, wyprawiasz? - wyszeptał do ucha chłopaka.
-Ratuję ci tyłek, Draco – odszepnął, a już głośniej dodał – Zgredku, proszę cię, zabierz stąd Rona i Hermionę. Tylko proszę, wróć szybko.
Skrzat zasalutował i już go nie było.
-Draco, wyciągnij rękę – poprosił Harry. Chłopak bezzwłocznie wykonał prośbę. - Przepraszam.
-Ale za co? - Nie zrozumiał Ślizgon.
-Za to – odparł i przejechał gwoździem po jego nadgarstku, rozcinając go. Draco lekko syknął.
-Nie mamy dużo czasu. Wykap trochę na podłogę – instruował, a sam wyrył na podłodze „Z pozdrowieniami dla Voldemorta”
-Harry Potter, sir.
-Już Zgredku. - Przyciągnął do siebie młodszego Malfoya i chwycił Skrzata.
* * *
Chwilę później wylądowali nad morzem.
-Zgredku, jesteś wielki.
-Zawsze do usług. - Skrzat ukłonił się, zamiatając uszami ziemię i zniknął.
Harry rozejrzał się dookoła. Znajdowali się na półwyspie. Wokół roztaczało się czyste morze, a niedaleko stał mały domek. Gryfon obrócił się w stronę swojego towarzysza z szerokim uśmiechem na twarzy i zobaczył...wycelowaną w siebie różdżkę. Popatrzył z przestrachem na chłopaka.
-Ja myślałem, że ty naprawdę chcesz się stamtąd wyrwać, serio, i...
Ku jego ogromnemu zaskoczeniu Draco zaczął się śmiać. Po raz pierwszy widział szczerze śmiejącego się Ślizgona.
-Co?
-Żałuj, że nie widziałeś swojej miny... - wykrztusił Draco, kiedy skończył się śmiać. Harry nadal patrzył na niego, nie do końca wiedząc co się właśnie dzieje. - To jest twoja różdżka, Gryfiaku. - Podał mu jego własność. - A te są Wiewióra i Granger. - Rzucił mu kolejne dwie.
Harry spojrzał na niego z wdzięcznością.
-Dzieki – powiedział, spontanicznie przytulając Ślizgona. - Nie sądziłem, że uda ci się je odzyskać.
-Trochę wiary.
-Dobrze, dobrze. – Popatrzył na prawe ramię Draco. - Podaj mi rękę.
-Żebyś znów mnie ciął?
-Nie, chcę to wyleczyć. - Chwycił jego rękę i przesuwając różdżką po ranie, wymamrotał:
-Renervete. - Rana zaczęła się zasklepiać, aż została po niej tylko ledwo widoczna blizna.
-Dziękuję.
-Draco, ty podziękowałeś? - Harry spojrzał zdziwiony na chłopaka, który dumnie uniósł głowę.
-Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, Po...Harry.
Harry zauważył zbliżającą się do nich Fleur.
-'Arry! - Zawołała, zamykając go w uścisku i całując kilka razy w policzki. - Dlaczego stoicie na zewnątrz. Wy powinni wejść do środka.
-Już idziemy, Fleur.
-A kim jest twój przyjaciel?
Harry popatrzył na chłopaka. Czy mógł go już nazwać przyjacielem? Chłopakiem? Ten dzień jest mega dziwny, Merlinie!
-To Draco Malfoy.
-Witam – ukłonił się lekko, całując wierzch ręki kobiety. Ta posłała mu piękny uśmiech, na widok którego wielu zemdlałoby na miejscu. Jednak nie Draco.
-Zapraszam do środka.
Weszła za drzwi, nie patrząc, czy faktycznie jej posłuchali.
-Czy ona nie brała udziału w Turnieju Trójmagicznym?
-Tak – odparł Harry. - A teraz spróbuj się nie ślinić na jej widok i idziemy.
-Czyżbyś był zazdrosny? - Potter zauważył na twarzy Malfoya złośliwy uśmieszek.
-Chciałbyś – żachnął się.
-Spokojna głowa, Harry. Kobiety na mnie nie działają.
Harry momentalnie się odprężył. Godryku, co się z nim działo? Dlaczego ten Ślizgon tak na niego działa?

-Oddaj różdżkę – wyciągnął rękę w stronę blondyna. Ślizgon oddał ją z lekkim ociąganiem i ruszyli w stronę wejścia.

2 komentarze:

  1. Oj teraz będę cie męczyć o kontynuację :) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, no to się wkopałam.... :) Ale dzięki za komentarz <3

      Usuń