Raiting: NC-17!!!
Dedykacja: Dla Jowity, na której prośbę(czytaj: żądanie) to napisałam.
Świt
Szczupły
chłopak patrzył na czerwień rozlewającą się ponad wzgórzami.
Nigdy nie lubił zachodów słońca. Napawały go niepokojem. Tylko
dzisiaj było to jeszcze bardziej nasilone. Ciągle miał nieodparte
wrażenie, że dzisiaj coś się stanie. W gąszczu wielowiekowego
lasu zapadał zmrok. Jego nocni mieszkańcy budzili się do życia. Z
wszystkich stron dało się słyszeć stuki, chroboty i całą resztę
niepokojących odgłosów. Nagle poczuł zimną lufę pistoletu u
nasady karku. Powoli odwrócił się i spojrzał prosto w miodowe
oczy, które aktualnie ciskały gromy.
- Witaj Tony.
- Nawet nie
zaczynaj – mruknął tamten, uciekając wzrokiem.
- Pamiętasz
jak... - spróbował.
- Nic nie chcę
pamiętać! - warknął, a w jego tęczówkach pojawiły się stalowe
błyski. To bolało.
- Dlaczego?
Obok jego ucha
rozległ się sztuczny, gorzki śmiech.
- A co tutaj
jest do zapamiętania? Twoje kłamstwa? Ciągłe udawanie? Hmmm... A
może to, że mnie zostawiłeś, jak jakiegoś idiotę?!
- Ja wcale
nie... - zaczął się bronić szatyn.
- A i owszem.
Obiecałeś – wycedził, przez zaciśnięte zęby. - Obiecałeś,
że mnie nie zranisz.
- I dotrzymałem
słowa.
Blondyn
zacisnął zęby i zgromił go wzrokiem.
On nie chce
pamiętać, ty nie chcesz
zapomnieć.
Czepiasz się
tych wspomnień jak tonący
brzytwy.
Przecież
dotrzymałeś słowa. Obiecałeś, że go
nie zranisz.
Odejście
było jedynym sensownym rozwiązaniem
tej sytuacji.
- Wood
posłuchaj...
- Myślałem,
że skończyliśmy ze zwracaniem się do siebie po nazwisku.
- A jakie to ma
teraz znaczenie? Czy to coś zmieni?
Michael
otaksował go lekko zamglonym spojrzeniem.
- Całkiem
możliwe.
- Co ty
pieprzysz? Co to niby ma zmienić? - warknął rozeźlony.
- Może znów
spróbujemy? To się może udać. Proszę – wyszeptał.
- Co?
- Przyjmij z
powrotem moją przyjaźń.
Blondyn
spojrzał na niego, jakby właśnie spadł z nieba. Po chwili się
opamiętał i podszedł krok bliżej.
- Ty chyba nie
rozumiesz. Ja mam rozkaz cię zabić. - Zaczął podnosić głos. -
Dociera to do ciebie?!
Nie! Nie
dociera, ty kretynie! - Przyskoczył do niego gwałtownie i chwycił
za poły płaszcza. - A czy do ciebie dociera? Dociera do ciebie
cokolwiek?! Wiesz, czemu cię zostawiłem? Bo cię, kurwa, kochałem!
- Odepchnął go lekko, a sam osunął się na kolana. Schował twarz
w dłoniach, zaczynając się trząść od tłumionego szlochu. Po
chwili do uszu Tony'ego doszło ciche łkanie. Nic jednak nie zrobił,
tylko patrzył na chłopaka szeroko otwartymi oczami. Co?!
Nienawidziłeś
go za to, że
odszedł.
Nie zdawał
sobie sprawy jak wiele dla
ciebie
znaczył.
A ty mogłeś
tylko cicho łkać
w poduszkę.
I nadal
wychodzić z domu, ze sztucznym
uśmiechem na
ustach.
- Ty co? -
Zdołał wyjąkać.
- Musisz mnie
bardziej pogrążać? Dobrze słyszałeś – odparł, głosem nadal
zduszonym przez przyciśnięte do twarzy ręce. Tony ukucnął przy
nim i uniósł jego głowę do góry, patrząc mu prosto w oczy.
- Słyszałem,
ale chcę, żebyś powiedział to jeszcze raz.
- Bo cię
kochałem – wyszeptał, ze łzami w oczach.
Mężczyzna
popatrzył na niego uważnie.
- To tylko czas
przeszły? - spytał, jednocześnie bojąc się odpowiedzi.
Michael
spojrzał na Tony'ego z bólem widocznie wypisanym w oczach.
- Dobrze się
bawisz? Kazali ci mnie podręczyć przed śmiercią, tak? Tylko
powiedz mi, czym sobie na to zasłużyłem?
Tony stał
oniemiały i patrzył na postać, którą wstrząsał szloch. Powoli
pochylił się do przodu, klęknął przed Michaelem i objął go,
zaczynając delikatnie kołysać. Chwilę później poczuł jego
ręce, kurczowo trzymające koszulę na plecach.
- Ciii, już,
będzie dobrze – powtarzał z ustami w jego włosach, nadal go
kołysząc.
- Jak może być
dobrze, co? - wymamrotał w jego koszulę. - Ty masz mnie zabić, do
cholery.
- Coś się
wymyśli.
- Wymyśli? -
Odsunął się nieznacznie, na tyle, żeby mógł popatrzeć mu w
oczy. - Jak chcesz to obejść? Nie odpuszczą mi.
- Ostatnie
życzenie?
- Obawiam się,
że tego nie obejmuje.
- Muszą ci
pozwolić!
Poczuł, że
ręce mężczyzny mocniej zaciskają się wokół jego pasa.
- Ty mi je daj.
Pozwól mi wykorzystać ostatnie życzenie. - Popatrzył mu ufnie w
oczy.
- Jak? Co ja
mógłbym ci dać? - Spojrzał na niego zdumiony.
- Siebie.
Nie wierzyłeś
we własne
szczęście.
Obiekt twoich
marzeń był tutaj
z tobą.
I chciał
właśnie ciebie,
tylko ciebie.
Ranek
przestał się dla ciebie liczyć,
zupełnie.
Tony chwycił
podbródek chłopaka i delikatnie musnął jego usta. Michael nie był
mu dłużny. To, co na początku było delikatną pieszczotą
przerodziło się w namiętny i pełen żaru pocałunek. Tony nigdy
nie przypuszczał, że w tym pozornie niewinnym i chuderlawym
chłopaku może się kryć tyle siły. Oderwali się od siebie na
chwilę, żeby zaczerpnąć oddechu, co Michael natychmiast
wykorzystał. Popchnął mężczyznę na ziemię, chwile później
wpijając się brutalnie w jego wargi. Ręką podwinął mu koszulę,
po drodze zahaczając o sutki. Z ust Tony'ego wyrwał się cichy jęk,
co pozwoliło Michaelowi pogłębić pocałunek. Wsunął mu język
do ust, badając ich wnętrze z pedantyczną wręcz dokładnością
nie przestając jeździć rękami po jego torsie. Szybko pozbył się
ich koszul i zjechał z pocałunkami na jego szyję. Wędrował
niżej, co chwila przygryzając jego skórę, którą zaraz potem
lizał. Blondyn wił się pod jego dotykiem, jęcząc z przyjemności.
Kiedy chłopak zaczął przygryzać jego sutek, równocześnie bawiąc
się drugim krzyknął cicho, chwytając go za włosy. Szatyn
przejechał dłonią po jego już pobudzonej męskości z satysfakcją
patrząc jak Tony głęboko wciąga powietrze i wygina plecy. Szybkim
ruchem ściągnął jego spodnie razem z bokserkami. Zaczął
drobnymi pocałunkami wyznaczać trasę od piersi Tony'ego, aż do
wewnętrznej strony ud. Doskonale się bawił, kiedy słyszał
naglące pojękiwania mężczyzny.
- Michael, zrób
to wreszcie! - Usłyszał syk mężczyzny.
Uniósł się
na rękach, patrząc na niego z góry.
- Dzisiaj to ja
ustalam zasady.
Pocałował go
krótko, żeby chwilę później opuścić się niżej. Cały czas
patrząc mu w oczy wziął jego męskość do ust i zaczął powoli
ruszać głową. Blondyn zaczął ruszać biodrami, które zaraz
Michael uwięził w mocnym uścisku. Słyszał, jak ten coraz płycej
oddycha i poczuł jak przyciąga jego głowę bliżej. Niedługo
potem Tony z głośnym okrzykiem doszedł w ustach chłopaka. Ten
zadowolony przełknął wszystko i oblizał się. Nagle poczuł
lekkie uderzenie i z zaskoczeniem zarejestrował fakt, że teraz to
Tony pochyla się nad nim.
- Tak się nie
będziemy bawić – mruknął. - Ktoś musi się zająć tobą,
prawda? - Uśmiechnął się szeroko i ścisnął jego członka przez
materiał spodni. Tak samo jak szatyn wcześniej ściągnął z niego
resztkę ubrania i już bez zbędnych gierek wziął go do ust,
szybko nim ruszając. Rękami błądził po całym ciele mężczyzny.
Słyszał swoje cicho szeptane imię i czuł jak ciałem chłopaka
wstrząsają drgawki przyjemności. Kiedy poczuł, że szatyn zaraz
dojdzie odsunął się. Na to nie był jeszcze gotowy. Stymulował go
dłonią jeszcze kilka sekund i poczuł jak mężczyzna dochodzi w
jego ręce z jego imieniem wykrzyczanym pełnym głosem.
- Michael?
- Uhym... c-co?
Przejechał
delikatnie ręko po jego boku.
- Pieprz mnie.
Teraz. Zaraz. Proszę.
Widział
szeroko otwarte oczy Michaela i jego niepewne ruchy.
- Jesteś
pewny?
Kiwnął krótko
głową. Mężczyzna ułożył się na nim i pocałował. Nie
przerywając pocałunku zarzucił sobie jego nogi na biodra. Zaczął
powoli jeździć palcem koło jego wejścia i kiedy zauważył, że
już wystarczająco się odprężył włożył palec do jego wnętrza.
Tony syknął z bólu, a po jego policzku stoczyła się pojedyncza
łza, którą mężczyzna zaraz scałował. Delikatnie zaczął
poruszać palcem w jego wnętrzu po chwili dokładając kolejne dwa.
Kiedy uznał, że jest wystarczająco rozciągnięty wyciągnął
palce, zastępując je czymś większym. Przestał się ruszać, żeby
dać się przyzwyczaić Tony'emu do jego obecności. Kiedy mężczyzna
skinął potakująco głową zaczął się powoli poruszać z czasem
zwiększając tępo. Po głośnym krzyku mężczyzny poznał, że
trafił w prostatę. Uderzał go w to miejsce czując zaciskające
się na jego męskości mięśnie Tony'ego. Blondyn naprzemiennie
krzyczał i szeptał imię kochanka. Michael zaczął stymulować
członka mężczyzny w rytmie ruchów jego bioder. Czuł, że za
chwilę dojdzie, ale nie chciał zrobić tego przed Tonym. Coraz
szybciej ruszał ręką i po chwili mężczyzna doszedł orając mu
plecy paznokciami i wrzeszcząc jego imię. Zaraz potem szatyn
wytrysnął w jego wnętrzu opadając bezwładnie na kochanka. Chciał
się podnieść, ale uniemożliwiły mu to ręce, ciasno oplatające
go w pasie. Spojrzał pytająco na Tony'ego.
- Zostań.
Pokiwał głową
i zarzucił mu ręce na szyję, łącząc ich usta w pocałunku.
Nagle Tony poderwał się do góry i przyszpilił mężczyznę do
najbliższego drzewa. Michael popatrzył na niego ze strachem w
oczach, ale on pocałował go uspokajająco i bez przygotowania wbił
się w niego. Szatyn krzyknął z bólu i poczuł łzy, które
spływały mu po policzkach. Tony cierpliwie czekał, aż Michael się
przyzwyczai, a zaraz potem zaczął się szybko ruszać. Kiedy trafił
w czuły punkt mężczyzny tylko zwiększył ilość pchnięć.
Doszli w tym samym momencie, wykrzykując imię kochanka. Osunęli
się bezwładnie na ziemię i siedzieli przytuleni przez jakiś czas.
- Tony? Wiesz,
że to nic nie zmienia, prawda? Nadal musisz mnie zabić.
Mężczyzna
popatrzył na niego ze strachem i bólem w oczach.
- Nie, jakoś
ich przekonam! Coś zrobię. Ja nie mogę... nie... proszę... -
Wtulił się w jego ramię. Chwilę potem został przyciągnięty do
delikatnego pocałunku.
- Kocham cię –
wyszeptał Michael. - Zawsze tak było i zawsze będzie. Nie zapomnij
o tym.
- Wiem, ja
ciebie też.
Ponownie
pociągnął na ziemię i usiadł na nim okrakiem, muskając palcami
jego twarz.
Tej nocy nie
zasnęli. Kiedy tylko pierwsze promienie letniego słońca oświetliły
polanę nad wzgórzami przetoczyło się echo dwóch wystrzałów z
broni.
Zabiorę się za to opowiadanie jeszcze dzisiaj jak tylko skończę pisać swój nowy rozdział ;)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że spodobało Ci się TIU i tak taki był zamysł, chociaż TIU powstaje bez namysłu jest to swego rodzaju pamiętnik hehe ;p podkoloryzowany o 200 % ;D
Wszystkiego dobrego w nowym roku ;3
Dziękuję za komentarz :) Mam nadzieję, że się podobało. Również wszystkiego najlepszego w Nowym Roku ;3
OdpowiedzUsuńTo już teraz wiem jaka Yowita :P
OdpowiedzUsuń